Prawda jest zaś taka, że ani OFE ani ZUS emerytur nam nie gwarantuje. ZUS nawet jeśli na moment zasypie się jego długi pieniędzmi przeksięgowanymi z OFE i tak prędzej czy później padnie. Sama metoda jego działania, czyli bismarckowska zasada, że dziś pracujący płacą na emerytury dzisiejszych emerytów musi – w sytuacji pogłębiającego się kryzysu demograficznego i masowej emigracji – doprowadzić do krachu i bankructwa ZUS. Od tego nie ma ucieczki. OFE byłoby być może lepszym rozwiązaniem, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż nawet sami jego twórcy przyznają, że jego celem było transferowanie środków na rozwój gospodarki (a przy okazji, czego już nie przyznają, do kieszeni banków), a niekoniecznie troska o nasze emerytury. I dziś okazało się, że transfer się udał, ale emerytur nie będzie (albo będą przez dziesięć lat, a potem wbijaj zęby w stół emerycie).

I to jest realny problem, którego nie rozwiąże się skokiem na kasę, zmianami sposobu księgowania. Można to zmienić tylko albo rozwijając poważną politykę prorodzinną (a nie tylko opowiadając o tym) i pronatalistyczną i głęboko reformując system emerytalny. Można też – i to by było najuczciwsze – otwarcie powiedzieć trzydziesto, czterdziestolatkom, że emerytur mieć nie będą, i że albo odłożą sobie sami coś w skarpetach (jak pokazał przykład Cypru banki bezpieczne nie są) albo będą mieć dzieci (i to odpowiednio dużo), które im na starość pomogą. Wiara w państwo jest fikcją, z którą trzeba się szybko pożegnać...

Tomasz P. Terlikowski