OFE straszą nas (a może informują), że średnio emerytura spadnie o 500 złotych. Ale to nie jest najciekawsza rzecz. O wiele bardziej interesujące jest to, że… - jak poinformował dzisiaj w TOK FM Adam Jasser, podsekretarz stanu w KPRM, stopa zastąpienia wynosić będzie około jednej trzeciej. Tłumacząc to z polskiego na nasze oznacza to, że emerytura będzie wynosić (i to przy obecnym układzie z OFE) jedną trzecią ostatniej pensji.

Rząd wprawdzie obiecał nam, że dzięki (czy przez) jego reformy nasze emerytury raczej (to raczej jest tu znamienne) nie spadną, a może (może) nawet wzrosną. Ale faktem jest, że będą one wynosić jedną trzecią ostatniej pensji, czyli dla znaczącej grupy przyszłych emerytur poniżej minimum egzystencji (a wszystko to jeśli wierzyć rządowi, a nie OFE, bo jeśli wierzyć funduszom, to pewna część nie dostanie niemal nic). Oczywiście Jasser zapewnia, że każdy rząd – także ten za trzydzieści czy czterdzieści lat – dopłaci konieczne środki, tyle, że nie sposób nie postawić pytania, czy będzie miał skąd. Zadłużanie idzie pełną parą (co oznacza, że za dziesięć, dwadzieścia lat, a może szybciej, trzeba będzie zacząć je spłacać), przyrost demograficzny spada dramatycznie (co oznacza, że w przyszłości zwyczajnie nie będzie miał kto pracować, i to nie tylko na emerytury, ale też na podatki), a ZUS przejada wszystko, co się w niego włoży. Słowem nic nie wskazuje na to, by przyszły rząd miał jakieś specjalne pole manewru, poza dalszym zadłużaniem (ale kiedyś trzeba je przerwać), dodrukowywaniem pieniędzy lub spokojną zgodą na to, by emeryci zdychali z głodu (może nawet pod palmami, bo tam cieplej).

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Biorąc pod uwagę fakt, że nie widać woli budowania realnej polityki pronatalistycznej (a i ona może nie zmienić sytuacji drastycznie), nie ma wyjścia społecznego. Jest co najwyżej indywidualne. Trzeba mieć dzieci (może – choć nigdy nie ma się pewności – się zajmą głodnymi rodzicami), przestać płacić składki na rozmaite fundusze, a na ZUS płacić ze świadomością, że w ten sposób pomagamy naszym rodzicom, a nie sobie. To, co zostanie odkładać na jakieś dobre konta, najlepiej w miarę stabilnych krajach (Szwajcaria?) i szykować się do wyjazdu, gdzieś, gdzie koszty życia są niższe (mam kilka pomysłów na takie miejsce).

Przesada? Otóż nie! To proste wnioski z tego, co powiedział dziś (chcąc dokopać OFE) podsekretarz Jasser. – z wyliczeń rządowych, eksperckich, wynika, że w wyniku zmian zaproponowanych przez rząd stopa zastąpienie, czyli stosunek emerytury do ostatniej pensji, może wzrosnąć. A to przede wszystkim dzięki temu, że rząd po raz pierwszy tworzy mechanizm dodatkowego oszczędzania na emeryturę. Stworzyliśmy to, bo po 10 latach się zorientowaliśmy, że przy takim kształcie reformy, jaki mieliśmy, stopy zastąpienia będą niskie. Same OFE wyliczyły, że mówimy tutaj o między 28 a 31 proc. ostatniej pensji. To jest ta zmiana systemowa, którą przeprowadzono w 1999 roku – zaznaczył Jasser, przyznająć, że jeśli będziemy mieć więcej, to tylko dlatego, że sami sobie odłożymy. Słowem umiesz liczyć, licz na siebie, bo rząd sam się zawsze wyżywi!

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »