Ten wyrok niestety o wiele więcej mówi nam o stanie polskiego systemu prawnego i o samej Polsce, niż o mordercach zza biurka, których wczoraj uniewinniono. Hannah Arendr bez wątpienia byłaby w stanie z tego procesu zrobić arcydzieło na miarę „Eichamanna w Jerozolimie”, ale i prosty publicysta nie może nie dostrzec, że wyrok i cały proces pokazuje nie tylko „banalność zła”, ale przede wszystkim ogromne zło, banalność postkomunizmu, w braku dekomunizacji, w tym, że nie oczyściliśmy wymiaru sprawiedliwości z komunistycznych złogów i wreszcie, że nie zachowaliśmy w III RP choćby minimum sprawiedliwości.

To wszystko będzie przynosić dramatyczne skutki w przyszłości. Bez elementarnej sprawiedliwości, bez ukarania zbrodniarzy i ich jednoznacznego potępienia nie można zbudować państwa prawa. Izrael ścigał Eichmanna nie z powodu zemsty, ale ze świadomości, że bez sprawiedliwości nie ma państwa, że odpłata za zbrodnie jest fundamentem poczucie bezpieczeństwa i moralności publicznej. Aparat sprawiedliwości pokazał, że my w Polsce nie możemy liczyć na choćby takie fundamenty. I jeśli to się nie zmieni, to normalnej, silnej Polski nigdy nie będzie. Nie będzie, bo nie ma jej bez sprawiedliwości i prawdy.

Tomasz P. Terlikowski