Dzisiaj mamy czas na wzruszenie, radość, rozmowę. 1 maja 2011 roku do dobry moment, by opowiedzieć dzieciom o „wielkich rzeczach”, jakie Bóg uczynił nam przez Jana Pawła II. O nawróceniu, odkrywaniu Kościoła, wolności, niepodległości, wyzwoleniu ze zniewoleń także duchowych. O tym, jak odkrywaliśmy papieża dla siebie, i jak jego przemówienia, spotkania z nim czy jego teksty zmieniały nasze jednostkowe, ale i społeczne życie, jak zmieniały nasze parafie, diecezje i cały Kościół. Trudno nie wspominać dzisiaj także kolejnych pielgrzymek, które przemieniały Polskę, ale i spotkań z młodzieżą na całym świecie. Wielu z nas będzie mogło także wspomnieć osobiste drobne, małe spotkania z Janem Pawłem II. Tym trzeba się dzielić. O tym trzeba mówić, by nasze dzieci pamiętały papieża z Polski i dziękowały za niego Bogu, tak jak my.

 

Studiować myśl

To zadanie opowiadania, dzielenia się doświadczeniem Jana Pawła II rozciąga się także na kolejne dni. Nigdy za dużo Jana Pawła II w Polsce. Ale nie wystarczy opowiadać o wzruszeniach. Trzeba zabrać się za wyjaśnianie i popularyzację myśli papieża. Jest w gruncie rzeczy żenujące, że na polskich uniwersytetach  świeckich niemal nie ma katedr myśli Jana Pawła II, że jego teologia małżeństwa, myśl polityczna, etyczna, filozoficzna nie jest wykładana na polskich uczelniach. Jest to także zwyczajna głupota, bowiem nie będą do Polski przyjeżdżać cudzoziemcy chcący studiować Szekspira czy Newtona. Mogą tu natomiast ściągać tysiące ludzi, którzy chcą studiować myśl Jana Pawła II.

Ale to nie wszystko. Konieczne są także czasopisma naukowe, które zajmą się już nie tylko życiem Karola Wojtyły, ale będą badać konkretne przejawy jego myśli. Teologa małżeństwa i rodziny, nauka społeczna, rozumienie solidarności, personalizm, obrona życia, rozumienie narodu, pojmowanie ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego – to tylko niektóre z przestrzeni badawczych, które otwierają się przed naukowcami. I każda z nich zasługuje na osobne instytucje badawcze i periodyki, które tylko jej będą poświęcone. Periodyki po polsku, angielsku, niemiecku, hiszpańsku, włosku i rosyjsku. Tak by nasze badania mogły być eksportowane, byśmy dzielili się tym, co sami odkrywamy w Janie Pawle II.

 

Ewangelizować

Studia nad myślą powinny nas jednak prowadzić do działania. I tu nie ma wątpliwości, że najważniejszym zadaniem jakie stawiał przed sobą, ale i przed nami Jan Paweł II jest ewangelizacja. Istotą tego pontyfikatu był wielki apel, byśmy przestali się bać i otworzyli drzwi Chrystusowi. I mam poczucie, że jeśli kiedyś będziemy sądzeni z tego, co zrobiliśmy z dziedzictwem papieża Polaka, to jednym z podstawowych pytań będzie, czy przestaliśmy się bać, czy nabraliśmy odwagi i otwieraliśmy drzwi Chrystusowi, czy też siedzimy wciąż zamknięci z obawy przed … (tu każdy może sobie wstawić, kogo chce – szefa, żonę, przyjaciół, znajomych czy nieznajomych)?

Otwieranie drzwi Chrystusowi dokonywać się oczywiście musi na różnych poziomach. Zaczynamy zawsze od siebie i od własnego nawrócenia. Spotkanie Chrystusem prowadzi jednak do chęci głoszenia Go i dzielenia się Nim na różnych poziomach: osobistym, społecznym, międzynarodowym. To zadaniem głoszenia Chrystusa jest nam szczególnie mocno powierzone. Mamy być świadkami Jego Miłości, Miłosierdzia, Jego Życia. Mamy opowiadać o nim znajomym, przyjaciołom, ale także głosić Go w mediach, szkole, na uniwersytecie i w przestrzeni kultury. Chrześcijaninem jest się bowiem zawsze, albo nie jest się nim nigdy.

Ewangelizacja to także zadanie dla nas, jako dla narodu. Papież wzywał nas do bycia świadkami Miłosierdzia Bożego i wierzył, że to my możemy ponownie ewangelizować Europę. Na razie niewiele w tej kwestii zrobiliśmy, ale wciąż mamy szansę. Księża i zakonnicy, siostry i małżeństwa z Polski mogą stać się żywym świadectwem wiary w Europie. Musimy jednak przestać się bać, przestać przejmować tym, że zostaniemy okrzyknięci ciemnogrodem czy konserwatystami. I zacząć głosić Chrystusa i być Jego świadkami. Nie oglądając się na innych, na księży, hierarchów, ale zaczynając od siebie. W ten sposób wypełnimy testament papieski.

 

Obrona życia

Nie mniej istotna pozostaje obrona życia. Tu także mamy sporo do zrobienia. I to mimo świadomości, że mamy się czym poszczycić. Dzięki Janowi Pawłowi II jesteśmy pierwszym krajem, który zaczął proces przywracaniu miejsca obronie życia w prawie. Nadal jednak można u nas zabić dziecko, tylko z powodu pochodzenia czy stanu zdrowia. I to trzeba zmieniać. Jan Paweł II, to nie ulega wątpliwości, byłby z nas dumny, gdyby się to to udało.

A jest to tym łatwiejsze, że właśnie do parlamentu trafił projekt całkowicie zakazujący zabijania. Teraz trzeba tylko wymusić na naszych posłach, by ci zamiast gadać o wdzięczności za pontyfikat pokazali, że rzeczywiście się nim przejmują, i że Jan Paweł II jest dla nich kimś więcej niż tylko postacią z breloczka, z którą można się pokazać. Ci dla których Papież z Polski znaczy cokolwiek jest rzeczą jasną, że jedną z najważniejszych dla niego spraw była obrona życia, i że nie sposób być katolikiem wiernym papieskiemu nauczaniu i godzić się na to, by w Polsce (czy gdziekolwiek indziej) nadal mordowano nienarodzonych.

Oczywiście politycy sami z siebie nie zrobią wiele. Im wystarczy, że pojadą do Rzymu, a potem już wrócą do starych przekonań. My jednak mamy obowiązek naciskać, domagać się, dzwonić, a jeśli będzie trzeba głosować tak, by z naszego życia publicznego wyeliminować zwolenników aborcji. To także będzie wypełnianie testamentu Jana Pawła II.

 

Dumni z bycia Polakami

Majowa beatyfikacja, choć dała błogosławionego Kościołowi, jest jednak również wielkim darem dla nas Polaków. Uświadamia nam bowiem bardzo mocno, że wbrew nieustannym utyskiwaniom mamy z czego być dumni. Polski katolicyzm nie wydał wprawdzie wielkim reformatorów (może to zresztą i dobrze), jak  niemiecki. Niewielu w nim znakomitych teologów i filozofów, jak u Francuzów. Mamy za to pierwszorzędnych mistyków, duszpasterzy i  świętych. Św. Maksymilian Maria Kolbe, św. Faustyna Kowalska, kard. Stefan Wyszyński, Władysław Korniłowicz, św. Honorat Koźmiński. A ostatnim (miejmy nadzieję na razie), i największym w tym nurcie pozostaje Jan Paweł II. Syn polskiej ziemi, w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Człowiek dumny z tego, że jest Polakiem, a jednocześnie potrafiący nam stawiać wymagania.

Wierność testamentowi Jana Pawła II to zatem również bycie wiernym naszej polskości, naszemu przeżywaniu wiary (w jego najlepszych, a nie najgorszych przejawach). To podtrzymywanie tradycji, świętowanie świąt i wreszcie studiowanie polskiej teologii, mistyki, duchowości. A jest tu sporo do zrobienia. Jan Paweł II wciąż przypominał nam bowiem o naszych korzeniach, ale my szybko o nich zapominaliśmy. Teraz, jeśli chcemy być mu wierni, nie wolno nam tego zrobić.

 

Wierność w codzienności

Ale te wszystkie zadania nie dotyczą tylko wielkich spraw. Rachunek sumienia z wierności papieżowi trzeba przeprowadzać także w rzeczach małych. Wierność dokonuje się bowiem w codzienności. W tym, jakim jestem ojcem, jakim mężem, jakim chrześcijaninem, jakim pracownikiem i pracodawcą. Czy potrafię rezygnować ze swego i ustępować? Czy potrafię rozmawiać i słuchać? Czy dostrzegam w innym bliźniego czy już tylko wroga? Jak rozumiem solidarność?

Z tego będziemy rozliczani. I z tego sami musimy się rozliczyć. Dzisiaj bowiem trzeba pytać o to, co ja zrobiłem i czego nie zrobiłem, a nie o to, co zrobili lub czego nie zrobili inni. Ich rozliczać będzie kto inny, a moc zmiany mamy tylko wobec siebie.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »