Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – głosi polskie przysłowie. I trudno nie zauważyć, że sprawdziło się ono także w przypadku pogrzebu na Wawelu prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką. Po wielu pięknych słowach do Krakowa przybyli tylko ci, którym naprawdę zależało na pożegnaniu z prezydentem Rzeczpospolitej, i którzy rzeczywiście szanują Rzeczpospolitą Polską. Warto mieć tę listę w pamięci.

Gdy niebo nad Europą było zamknięte nie było łatwo dostać się do Polski. I część przywódców europejskich i światowych wykorzystało to, by odwołać zaplanowane uczestnictwo w uroczystościach pogrzebowych. Tak zrobili Nicolas Sarkozy (pociągiem czy samochodem było mu za daleko), Silvio Berlusconi, kard. Angelo Sodano a także przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i prezydent UE Herman Van Rompuy.

Co z tego wynika dla nas najlepiej podsumował prezydent Czech Vaclav Klaus, który na uroczystości dojechał. - Zrozumiałbym, że nie przyjechał kanadyjski premier czy gubernator generalny Australii..., lecz to, że nie przyjadą niektórzy Europejczycy, że nikt nie przyjedzie z Brukseli, to jest dla mnie niewybaczalne – mówił Klaus Czeskiemu Radiu, a potem uzupełnił: „Dowodzi to, że wszelkie mówienie o jedności europejskiej to jedynie puste słowa”. I niestety trudno się z nim nie zgodzić. Bruksela czy Paryż (podobnie zresztą jak Rzym) nie jest aż tak daleko od Polski, by nie można było z nich dojechać do Polski samochodem czy pociągiem. Jeśli się tego nie robi, to manifestuje się swój stosunek nie tylko do Lecha Kaczyńskiego, ale także do Polski i Polaków.

Przesadzam? Może. Ale ktoś, kto rzeczywiście doceniałby Rzeczpospolitą i jej prezydenta, zrobił by wszystko, by w Krakowie (czy Warszawie dnia poprzedniego) się znaleźć. Tak jak uczynili to Valcav Klaus, Micheil Saakaszwili, który dostał się do Warszawy z Rzymu przez Turcję i Ukrainę, jak zrobiła to żona prezydenta Gruzji Sandra Roelofs-Saakaszwili, która do Krakowa przyjechała samochodem z Brukseli. Na pogrzeb przybyli także prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, pełna delegacja z Ukrainy (były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko obecny prezydent Wiktor Janukowycz i była premier Julia Tymoszenko), prezydent Niemiec Horst Koehler z małżonką, a także delegacje z Armenii, Azerbejdżanu i Maroka.

Dlatego tym wszystkim przywódcom, którzy do Krakowa przybyli zwyczajnie dziękuję. Jestem im wdzięczny, jako Polak, że do pięknych słów zdecydowali się dołączyć realne czyny. I, że zamiast zapewnień o „solidarności” (europejskiej czy jakiejkolwiek innej) zdecydowali się prawdziwą solidarność okazać. Jestem jednak wdzięczny także Van Rompuyowi czy Barroso. Wdzięczny za to, że pokazali na czym rzeczywiście polega „europejska solidarność”, i jak bardzo można na nią liczyć, nawet w symbolicznych sytuacjach. Panowie – zapamiętamy Waszą postawę. Tak jak zapamiętamy postawę Sakaaszwilego, Klausa, Juszczenki i Janukowycza, Grybauskaite czy Miedwiediewa. I będziemy pamiętać, kto solidarność okazał, a kto o niej tylko mówił.

Tomasz P. Terlikowski

 

Do Klubu Frondy przystąpił 500 Klubowicz. Zostań kolejnym i wesprzyj portal!

Get Flash Player

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »