Taka wypowiedź – zdaniem Michała Krzymowskiego i Marcina Dzierżanowskiego – miała pojawić się po otwarciu wystawy „Zbrodnia katyńska. Pamięć i przebaczenie”. Zaraz po otwarciu wystawy kardynał Dziwisz z kilkoma duchownymi przenieśli się do jednego z gabinetów na górnym piętrze centrum. Kardynał po chwili został wywołany do telefonu – dzwonił pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski. Wszyscy się domyślali, że chodzi o Wawel. I mieli rację. Kardynał wrócił poruszony. – Co za dureń. Powiedział do mnie: „A co to za różnica, czy prezydent będzie leżał na Wawelu, czy na Powązkach?”.
Oczywiście Kuria krakowska zaprzecza, by taka wypowiedź miała miejsce. Ks. Robert Nęcek, odnosząc się do rzekomej - a przytaczanej przez „Wprost” we wczorajszym wydaniu internetowym - wypowiedzi metropolity krakowskiego nt. Bronisława Komorowskiego, którego miał nazwać „durniem”, zaznaczył, że jest nieuczciwością stosowanie takich insynuacji. „Tym bardziej, że metropolita krakowski nigdy źle o ludziach nie mówi” - mówił ks. Nęcek, dodając, że nie może zrozumieć intencji publikacji tygodnika "Wprost". „Chodzi o to, że kto sam jest zły niechętnie mówi dobrze o drugim bliźnim” - dodaje.
Ale niezależnie od tego, czy wypowiedź taka miała miejsce, czy nie, to zwyczajnie nie była ona prawdziwa. Prezydent Bronisław Komorowski – akurat w tej kwestii – nie był durniem (choć w wielu innych inteligencją nie grzeszy), ale zwyczajnym politycznym graczem, który od samego początku chciał zrobić wszystko, by zniszczyć pamięć o swoim poprzedniku, i by nie pozwolić na narodzenie się legendy Lecha Kaczyńskiego. I robił to konsekwentnie: dzwoniąc do kardynała (akurat fakt telefonu, choć nie wprost, został potwierdzony), walcząc z krzyżem, czy robiąc wszystko, by nie bronić pamięci swojego poprzednika. Działanie takie jest zaś nie „durnotą”, ale zwyczajnym politycznym (tu przez szacunek dla urzędu i rodziny prezydenta nie użyję terminu, jaki powinien być użyty, uznawany jest on bowiem za obelżywy) i dowodem na to, że dla obecnego prezydenta nie liczy się ciągłość państwa czy szacunek dla jego poprzednika, a wyłącznie interes jego środowiska politycznego.
Dobrze wiedzieć, z kim ma się do czynienia, jakiego mamy prezydenta (że nie jest inteligentny wiadomo od dawna, że nie zna ortografii – także, ale że jest (…) to dla niektórych może być nowość) dlatego jestem wdzięczny Michałowi Krzymowskiemu i Marcinowi Dzierżanowskiemu za opisanie sprawy, a ks. Robertowi Nęckowi za sprostowanie, które jednak sporo potwierdza. Dla przyszłych biografów Bronisława Komorowskiego i jego kliki to ważne informacje, bo pokazujące, z jakiego typu człowiekiem mamy do czynienia.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

