Smoleńsk jest mocno ukryty w tej kampanii. Niechętnie, co zrozumiałe – biorąc pod uwagę publiczny lincz, jaki by im wówczas zorganizowano – mówią o nim nawet politycy Prawa i Sprawiedliwości. Ale nie zmienia to faktu, że nadal jest to istotny element, w oparciu o który powinniśmy podejmować decyzje wyborcze. Katastrofa (używam tego terminu, bo jest on w miarę neutralny, ale wcale nie oznacza to, że wykluczam udział osób trzecich w tamtych wydarzeniach) smoleńska jest, i tak będzie oceniana w podręcznikach historii, jednym z istnych momentów w naszych dziejach. A te wybory są być może ostatnim momentem, w którym możemy jeszcze (choć to już bardzo późno) określić swój stosunek do niej samej, ale i do tego, co z niej wynika.
I nie chodzi już o emocje. Te powoli wygasają, ale o coś o wiele istotniejszego, o odpowiedź na pytanie, czy chcemy być państwem zależnym od Rosji (i Niemiec) czy mamy jeszcze nadzieję na samodzielną i suwerenną politykę? Czy godzimy się na to, by Rosjanie dyktowali nam jak mamy rozwiązywać nasze sprawy czy też nie? Czy pogodziliśmy się już z uznaniem nas za strefę wpływów rosyjskich czy może mamy jeszcze choć trochę nadziei na suwerenność? Czy w imię „dobrych relacji” z sąsiadami akceptujemy okłamywanie nas (a najlepszym tego przykładem były kłamstwa minister Ewy Kopacz na temat polskich patomorfologów, którzy ramię w ramię z rosyjskimi badać mieli ciała)? Czy godzimy się na to, by rodzinom ofiar odmawiano informacji o okolicznościach śmierci ich bliskich?
Te pytania szczególnie mocno stają przed oczami, gdy ogląda się film Lichockiej i Dłużewskiej, gdy słyszy się opowieści rodzin o tym, jak je traktowano... Widz uświadamia sobie wówczas, że są tylko trzy możliwe odpowiedzi na pytanie, o to dlaczego polskie władze lepiej od polskich obywateli traktują rosyjskich polityków. Pierwsza z nich jest taka, że władze te składają się z samych mściwych sk..., druga, że im samym chodzi o ukrycie prawdy, która dla nich także jest szkodliwa, i wreszcie trzecia jest taka, że polskie władze śmiertelnie się czegoś boją. Każda z tych możliwości dyskwalifikuje jednak premiera Donalda Tuska i jego ekipę z przestrzeni władzy. I o tym także będziemy decydować w niedzielę.
Wbrew pozorom nie chodzi tu jednak tylko o przeszłość, ale także o przyszłość. Od tego jak wybierzemy teraz zależy jakim będziemy państwem za lat kilka, kilkanaście. Czy będziemy wolni i suwerenni czy nie? Ale też czy będziemy nowocześni i bogaci czy wręcz przeciwnie wciąż na garnuszku u bogatszych (którzy, jak widać już teraz coraz mniej chętnie wspierają kogokolwiek). I dlatego nie mam wątpliwości, że mimo wszystkich zarzutów jakie mam do Prawa i Sprawiedliwości, tym razem trzeba na tę partię zagłosować. Także dlatego, że jako jedyna gwarantuje ona uczciwe śledztwo (i tak bardzo już trudne), i wyjaśnienie wszystkich wydarzeń związanych z katastrofą i dniami po niej.
Tomasz P. Terlikowski

