I żeby jeszcze było o co się czepiać. Ale wszystko to problemy wymyślone, niewarte uwagi poważnych polityków czy komentatorów politycznych, niegodne gazetowego miejsca. Ot choćby jakiś problem z listą leków refundowanych, że niby jej nie ma, i że ukazuje się bez vacatio legis... Trudno uznać to za problem rzeczywiście poważny, skoro dzięki takim drobiazgom, jak fakt, że ludzie nie dostaną swoich leków udało się uchronić nas przez rządami Prawa i Sprawiedliwości.
Protesty lekarzy to zaś już kompletne chamstwo. Nie podoba im się, że rząd przerzucił na nich odpowiedzialność finansową za recepty. A przecież można było uznać, że od teraz w ogóle lekarze – wiadomo, ile oni zarabiają – będą płacić w ogóle za refundację leków dla pacjentów. Jak jeden z drugim chce leczyć jakiś cukrzyków czy chorych na rakach, to niech dokłada do tego z własnej kieszeni, a nie obciąża budżet państwa bezsensownymi kosztami, i to w sytuacji, gdy nie starcza na odpowiednie podwyżki dla rządu...
Trudno nie uznać też za obrzydliwą manipulację narzekań na brak szybkich kolei. One – tu trzeba przyznać, że część publicystów się znalazła i otwarcie o tym mówiła – w ogóle nie są nam potrzebne. Wystarczą kolejki wąskotorowe, dzięki którym spokojnie sunąc piętnaście godzin z Warszawy do Gdańska będziemy mieli nie tylko czas, by podziwiać krajobrazy, ale też pomyśleć, ile zawdzięczamy ekipie Donalda Tuska. A zawdzięczamy, jak wiemy ogromnie dużo. Dzięki niej Kaczor nie jest u władzy, nie ma wojny z Niemcami i Rosją, nikt nie macha szabelką i mamy ładny rząd. Coś jeszcze ktoś widzi? Jak nie, to może powinien okulary kupić, tylko – broń Boże – z refundacją. Dla krytyków rządu pieniędzy nie będzie, o czym przekonują się gminy i województwa, w których rząd miłości przegrywa.

