Tak premier wprost powiedział to, co w kuluarach politycznych mówi się od dawna. Donald Tusk nie zrobi nic, by narazić się wielkim unijnym graczom, nie dlatego, że zależy mu na dobru Polski, ale dlatego, że planuje wielką karierę polityczną w Komisji Europejskiej. A to wymaga odpowiedniej pokory i usłużności wobec tych, którzy rzeczywiście w Unii Europejskiej rządzą.
Dalsze rozważania premiera są znacznie bardziej zabawne. – Jestem owładnięty jedną myślą - żeby wszystko, co robimy, oznaczało lub zapowiadało wyraźnie wyższy standard cywilizacyjny, estetyczny, kulturowy, techniczny, finansowy. Ta „rewolucja cichych kroków” wydaje mi się najbardziej podniecająca, bo po raz pierwszy w historii mamy szansę, żeby w wielu dziedzinach osiągnąć wyższy standard – opowiada premier Tusk. I może nawet ktoś by mu uwierzył, gdyby nie to, że rzeczywistość skrzeczy.
Oto bowiem rewolucja małych kroków oznacza, że PKP przewozi ludzi jak bydło (uwaga do ministra Grabarczyka jest taka, że gdyby zamiast pociągów osobowych z przedziałami i miejscami do siedzenia podstawić wagony bydlęce – to od razu więcej ludzi by się zmieściło i można by skasować jeszcze więcej pieniążków). Zmiana rozkładu jazdy okazuje się dla „rewolucjonistów małych kroków” czymś absolutnie nie do przeskoczenia (i określana jest mianem bitwy, którą rząd przegrał). Pociągi jeżdżą coraz wolniej. A o autostradach możemy sobie posłuchać, bo zobaczyć je możemy co najwyżej w reklamówkach partii rządzącej.
Z obiecywanej obniżki podatków wyszła jedynie jej podwyżka. Reforma emerytalna to zabranie nam pieniędzy, które zbieramy na nasze emerytury i przekazanie ich państwu, żeby załatać nimi dziurę wywołaną nieróbstwem premiera i jego kliki. Ofensywa ustawodawcza, spanie premiera w Sejmie – zaowocowało czterema ustawami (rozumiem, że nie da się grać w piłkę, jak się jest niewyspanym) itd., itp.
Przykłady można mnożyć. A jedyne, co ma na swoje usprawiedliwienie Donald Tusk jest… powtarzana do znudzenia śpiewka o zagrożeniu PiS-em. – Moim zadaniem jest dać alternatywę tym rodakom, którzy obawiają się namiętności kierujących Kaczyńskim. Nie chcę natomiast włączać się do chóru tych, którzy mówią: o Jezu, co oni nam zrobią? Odpowiadam: nic nie zrobią, póki jest alternatywa, i to silna – kontynuował Tusk. I znowu trudno nie skomentować tych słów. PiS rzeczywiście nam nic nie zrobi. Ale Tusk sporo. Zapewni nam to, że na 100 procent nie dostaniemy emerytur (bo przejadanie funduszu demograficznego czy zabieranie nam składek emerytalnych, przy pełnej świadomości, że ZUS padnie, jest właśnie odbieraniem nam emerytur). Zniszczy edukację (reforma pani Hall do tego właśnie prowadzi). Rozwali służbę zdrowia. Sprawi, że pozycja Polski w Europie i świecie spadnie poniżej aspiracji Malty. A wszystko po to, by nie narazić Tuska na spadek poparcia, i by doprowadzić go do posady w Komisji Europejskiej.
Pytanie tylko, czy rzeczywiście intencją jego wyborców jest to, by zapłacili swoimi emeryturami, szansami swoich dzieci, czy możliwością życia w normalnym państwie za osobiste aspiracje Tuska? Czy rzeczywiście warto stracić tak wiele, tylko po to, by umiłowany przywódca został szefem Komisji Europejskiej? Na to pytanie Polacy muszą sobie odpowiedzieć już w czasie najbliższych, jesiennych wyborów!
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

