Mocne zarzuty braku szacunku dla zwłok i epatowania okrucieństwem postawił mi publicznie Maciej Gawlikowski na Facebooku. Powodem było wrzucenie do sieci zdjęć zamordowanego przez Chińczyków siedmio, ośmiomiesięcznego dziecka. „Jak można tak epatować okrucieństwem? Jak można rozpowszechniać takie zdjęcia? Pomijając efekt oglądania tego przez nas, to gdzie poszanowanie dla tej kobiety i tego dziecka?” - napisał Gawlikowski.

 

Nie wiem, na czym polegać mają straszne skutki oglądania takich obrazków przez nas. Rozumiem, że ktoś, kto jest za zabijaniem nienarodzonych może być wstrząśnięty, gdy mu się pokaże, że „zabieg”, „wolność brzucha” - to w istocie okrutne morderstwo, ale nie rozumiem, dlaczego ma być tym wstrząśnięty ktoś, kto jak Maciej jest aborcji przeciwnikiem. Pokazujemy w podręcznikach dzieciom, jak hitlerowcy mordowali Żydów, na wystawie w Auschwitz obrazy są równie mocne, i jakoś nikt nie pyta, co to z nami robi. Zwyczajnie to akceptujemy, bo wiemy, że pokazując zbydlęcenie hitlerowców w istocie staramy się przeciwdziałać powtórce tego strasznego wydarzenia. I podobnie jest z tym zdjęciem. Ono ma obudzić, wstrząsnąć, sprawić, że ktoś zrozumie, że popierany przez niego zabieg jest zbrodnią. Ona ma także przypomnieć, że na świecie są reżimy i państwa, w których zabijanie dzieci w tym wieku jest normą. I nie są to tylko Chiny, ale także Kanada czy niektóre stany USA.

 

Godność zwłok dziecka jest oczywiście wartością, ale – gwoli ścisłości – to zdjęcie rozpowszechnili bliscy tej kobiety, by uchronić kolejne dzieci i kolejne kobiety przed takim losem. Oni – publikując to zdjęcie – chcieli krzyczeć do całego świata o tym, co dzieje się w Chinach, ale też o tym, co dzieje się w innych krajach, gdzie społeczeństwa pogodziły się z masowym mordem. Tego krzyku nie wolno tłumić w imię fałszywie pojętej estetyki, pseudomoralnych wątpliwości. Ten krzyk musi być przez nas nagłaśniany, musi być podejmowany, inaczej będziemy odpowiadać za milczenie, za zagłuszanie prawdy o współczesnym Holokauście.

 

Współczesna kultura, a Maciej Gawlikowski wie o tym doskonale, jest kulturą obrazu. Argumenty, racje, cierpliwe wykładanie poglądów (a robię to od dawna w wielu swoich książkach) nie są w stanie uczynić tyle, ile jedno mocne zdjęcie. Obraz pokazuje o wiele więcej niż słowa. I dlatego w wielkiej wojnie o ludzkie życie zdjęcia, obrazy, mocne filmy są o wiele istotniejsze niż słowa. Prawda o aborcji ujawniana jest w całej mocy przez USG i takie zdjęcia. Tu już się nie da udawać, że nie ma się świadomości tego, czym jest ten „zabieg”. Nie da się udawać, że to tylko prawo do brzucha. Bez obrazu można opowiadać rozmaite farmazony, jednak gdy jest się z nim skonfrontowanym to staje się to niemożliwe. I zaczyna się pokrzykiwać, że nie wolno takich mocnych zdjęć publikować... Ten krzyk podejmują zaś, nie wątpię że uczciwi ludzie, którzy wpisują się w proces zamazywania prawdy o aborcji.

 

I dlatego te zdjęcia zostały przez nas opublikowane. Dlatego będę je pokazywał publicznie, żeby zwolennicy „prawa do brzucha” i rozmaici esteci musieli się skonfrontować z pełną prawdą o tym, co popierają, byśmy my wszyscy przebudzili się z ludobójczej drzemki, na którą zapadliśmy.

 

Tomasz P. Terlikowski