Histeria „GW” osiąga szczyty. Produkcyjniak z dzisiejszej jedynki jest tego najlepszym dowodem. Jego streszczanie nie ma większego sensu, bo jedyną jego treścią jest straszenie PiS-e, straszenie PiS-em i jeszcze raz straszenie PiS-em. W wielkim skrócie chodzi o to, że Adam Michnik i jego koledzy mają koszmary, obawiają się mleczarzy (tylko skąd teraz w Warszawie mleczarze?), którzy nad ranem pukają do ich drzwi i są przekonani, że Beata Szydło jest Orbanem i Putinem, albo Putinem i Orbanem jednocześnie.

Lęki, lękami, ale o wiele ciekawsze jest to, jak „redakcja Gazety Wyborczej” (bo tak podpisany jest tekst z lękami) definiuje demokrację i autorytaryzm. Otóż demokracja jest wtedy, gdy wyborcy głosują tak jak chce „Wyborcza”. A autorytaryzm, gdy nie daj Boże, głosują tak jak chcą tego sami lub - o zgrozo - jak podpowiada im własny rozum i sumienie. Na taki skandal, by ludzie głosowali czy – co gorsza – myśleli sami „Gazeta Wyborcza” zgodzić się nie może. I dlatego alarmuje: jeśli chcesz, by w Polsce była demokracja, głosuj jak nakazuje Adam Michnik i jego kumple. Ciekawe tylko, kto w poniedziałem – w miejsce niezastąpionej Wisławy Szymborskiej – napisze wiersz o śmierci demokracji i narodzinach krwawej dyktatury.

Tomasz P. Terlikowski