Nauczanie Kościoła jest absolutnie jasne. Katolik nie może głosować za rozwiązaniami, które w jakikolwiek sposób podważałyby zasadę, że małżeństwo jest związkiem jednego mężczyzny i jednej kobiety. Głosowanie w inny sposób jest ciężkim przewinieniem moralnym, grzechem publiczny, do odpuszczenia którego – to już opinia arcybiskupa Raymonda Burke’a – konieczna jest publiczna pokuta. Udzielenie komunii politykowi, który głosuje wbrew nauczaniu Kościoła, szczególnie jeśli po jasnym napomnieniu nie odwołał swoich poglądów, byłoby bowiem publicznym zgorszeniem czy wręcz poddaniem w wątpliwości nauczania Kościoła.
Dlatego teraz nadszedł czas na jasne zapytanie polityków, czy chcą oni publicznie wyrazić skruchę za swoje działania i czy jasno i zdecydowanie deklarują poprawę. Można to zrobić dokładnie tak, jak robią to amerykańscy biskupi, wysyłając ciepły i serdeczny list, w którym z troską o życie wieczne przypomni się politykowi, że od pochwał w mediach ważniejsze jest to, co o jego postępowaniu sądzi Bóg. A na koniec krótki apel o publiczną pokutę i ostrzeżenie, że jeśli do tego nie dojdzie, to niestety – z troski o jego wieczne losy – nie będzie miał prawa przystępować do komunii świętej.
Sporo możemy zrobić również i my. Wysyłanie listów, mocne przypomnienie politykom, że po takim numerze nikt normalny, komu droga jest rodzina już na nich nie zagłosuje. Przypominajmy im o tym, ostrzegajmy. Bo jeśli nie to za lat kilka wprowadzi się w Polsce „małżeństwa” jednopłciowe, a z czasem zacznie się karać tych, którzy się na to nie zgadzają. A wszystko dlatego, że nie zadziałaliśmy wtedy, gdy było to jeszcze możliwe.
Czy tak się stanie? Szczerze mówiąc wątpię! Wątpię nawet w to, że Krzysztof Piesiewicz zostanie wykluczony z kapituł katolickich nagród. Ale to w istocie jedyna droga do tego, by obronić małżeństwo i rodzinę. Panie i panowie politycy muszą dostrzec, że to nie jest zabawa, że czas deklaracji bez pokrycia się skończył, i że będą rozliczani z tego, co zrobili a czego nie zrobili. Taka decyzja to jednak również wyraz troski o nich. Trwanie w grzechu, niegodne przystępowanie do Eucharystii naraża ich na ogromne niebezpieczeństwo.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

