Do komunii świętej wciąż przystępują bowiem, i to publicznie, politycy, którzy otwarcie deklarują, że opowiadają się za procedurą, w czasie której giną (i jest to w nią wpisane) ludzie. Nie przeszkadza im to zupełnie, i to niemal zaraz po takich wypowiedziach, przystępować do komunii. A udzielają im ją często także najważniejsi hierarchowie w naszym kraju.

Wypowiedź arcybiskupa Burke’a (będąca tylko przypomnieniem jasnej nauki Kościoła) powinna być wyraźnym sygnałem końca takiego zachowania. Polityk (nawet jeśli jest prezydentem czy innym istotnym politykiem – koalicji czy opozycji), który publicznie opowiedział się za zabijaniem (czyli także za procedurą in vitro) powinien zostać publicznie napomniany i poinformowany, że nie ma prawa przystępować do komunii świętej. A gdyby próbował to zrobić, to powinien zostać zwyczajnie odesłany do ławki. Do jedności z Kościołem może on zaś wrócić dopiero po publicznej pokucie, która związana jest także z publicznym odwołaniem swoich poglądów.

Takie zasady wyrastają przy tym zarówno z troski o to, by nie rozmywać jasnego nauczania Kościoła i nie dawać okazji do zgorszenia, ale również z troski o wieczny los polityka. Przystępując do komunii świętej niegodnie (a tak przystępuje ktoś, kto opowiada się za zabijaniem) skazywać się on może na wieczne potępienie. A rolą pasterzy jest go przed tym ostrzec, a nie prowadzić go ku wiecznemu ogniowi. Pytanie tylko, kiedy te dość oczywiste zasady zaczną być egzekwowane także w naszym kraju i w naszym Kościele?

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »