Wcześniejsza część artykułu panny Katarzyny natomiast setnie mnie rozbawiła. Oto bowiem okazuje się, że dowodem na moją zbrodnię homofobii jest choćby to, że przeczytałem Stary Testament i w nim znalazłem dowody na to, że Bóg negatywnie ocenia akty homoseksualne (nota bene w Nowym ocenia tak samo, i o tym też pisałem). Niedopuszczalne jest również to, że przywołuję fakty medyczne dotyczące homoseksualizmu, i że sugeruję – opierając się na wynikach badań – że jest on zwyczajnie niezdrowy (co jest dość oczywiste). Oburza pannę Katarzynę również to, że napisałem, iż homoseksualista nie może być księdzem, bowiem „nie może być kapłanem ktoś, kto nie jest w pełni mężczyzną”.
Wyraźnie wzburzył Wiśniewską także mój krótki apel na końcu książki. „A zamiast epilogu - minikazanie. Terlikowski apeluje do gejów o »przemianę swojego życia«, a heteroseksualistom zaleca wspierać ich modlitwą” – ironizuje Wiśniewska. I chyba ten fragment najlepiej pokazuje, że tak naprawdę nie zależy jej na homoseksualistach, i że w istocie to ona jest autentyczną homofobką. Dlaczego? Otóż, jeśli panna Kasia jest chrześcijanką, to powinna wiedzieć, że akty homoseksualne są grzechem ciężkim. I że jeśli ktoś umiera trwając w takim stanie, to jest bardzo prawdopodobne, że trafi do piekła. Dlatego też trzeba nie tylko mówić mu prawdę o moralnej i religijnej ocenie jego działań, ale także modlić się o to, by wytrwał na drodze czystości. A trzeba to robić z prawdziwej miłości do niego. Miłości, w której nie chodzi o to, by homoseksualiście było przyjemnie, ale o to, by ustrzec go przed wieczną zgubą.
Miłość do drugiego człowieka zakłada też, że mówimy mu prawdę o doczesnych konsekwencjach jego czynów. O tym, że coś szkodzi jego zdrowiu, niszczy jego psychikę, destrukcyjnie wpływa na jego życie. I tak jest właśnie z homoseksualizmem. Akty homoseksualne niszczą ludzi. A mówienie o tym jest ostrzeganiem ich przed możliwymi skutkami. I znów - jak poprzednio - kocha ludzi nie ten, kto mówi im: o jaka fajna przepaść - może się w nią rzucisz, ale ten, kto ostrzega, że krok w tamtym kierunku może być jego ostatnim krokiem.
To, co napisałem, zupełnie jednoznacznie pokazuje, że Katarzyna Wiśniewska i ludzie jej podobni, których można nazwać krótko homofilami – w istocie nie kochają homoseksualistów. A nawet mocniej - tacy ludzie, jak oni, przyczyniają się do doczesnej i wiecznej zguby osób homoseksualnych. A to oznacza, że pani Wiśniewska jest misjonarką deprawacji!
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

