Jednym z fundamentów rozumnego myślenia jest świadomość, że to, co się stało nie może przestać istnieć. Ono po prostu już się wydarzyło. I tak jest – co zresztą przyznaje sam Lech Wałęsa – z faktem współpracy młodego robotnika z bezpieką. Ona miała miejsce. Można ją tak lub inaczej oceniać, można ją wyjaśniać, ale nie sposób jej zakwestionować. Fakty są bezlitosne. Jedyne co można z nimi zrobić, to rozliczenie. Jasne powiedzenie, co robiłem i przeprosiny. Na tym polega chrześcijaństwo.
Ale Lech Wałęsa wybiera inaczej. On woli dowodzić, że nic się nie stało, że przeszłość – także jego własna – jest zależna od jego woli, że może ją kształtować dowolnie, zamiast się z nią rozliczyć. I pół biedy, że były prezydent tak sądzi. To już jest jego problem psychiczny (czy mentalny). Problemem jest raczej to, że polskie sądy zamiast jasno uświadomość panu prezydentowi, że faktów nie zmieni, że to co byłe nie może stać się niebyłym, utwierdzają Wałęsę w jego kuriozalnych poglądach. I nakazują przeprosiny za prawdę.
Efektem jest zaś to, że Lech Wałęsa coraz bardziej wierzy, że krzycząc, grożąc, nasyłając sądy może zmienić historię swojego życia. I dobiera się do kolejnych osób próbując wymusić, by nie pisały one i nie mówiły prawdy. Tyle tylko, że nawet gdyby tysiąc sądów wydało wyrok kwestionujący rzeczywistość, to ta ostatnia nie przestanie istnieć. Lech Wałęsa nadal będzie miał w życiorysie współpracę z bezpieką. Niszczenie dokumentów, wyroki tego nie zmienią. I biedak będzie się musiał z tego rozliczyć. Im bardziej będzie zaś krzyczał, groził, niszczył ludzi – tym gorzej wypadnie w historii. Aż żal, że ktoś tego Lechowi Wałęsie nie chce, nie potrafi powiedzieć.
Tej sprawy nie należy sprowadzać jednak tylko do problemów osobistych Lecha Wałęsy, czy też szerzej jego braku umiejętności do rozliczenia się z własną przeszłością. Ona ma także groźny wymiar. Jeśli bowiem historycy będą ciągani po sądach za to, że rzetelnie opisują rzeczywistość, to zrobi się naprawdę groźnie. I dlatego trzeba mocno protestować, choćby informując Lecha Wałęsę:
„Panie Prezydencie ja też przyjmuję fakt, że w latach 1970-1976 był pan tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Bolek” i, ze smutkiem stwierdzam, że choć mógł się pan z tej sprawy rozliczyć, to wybrał pan niszczenie dokumentów za czasów swojej prezydentury. Czy mnie też chce Pan pozwać?”
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

