Apel Radziszewskiej do ministra spraw wewnętrznych i administracji o zmianę przepisów dotyczących wydawania homoseksualistów chcących zawrzeć „związki” zagranicą jest dobitnym dowodem na to, że pani minister nie uznaje nauczania Kościoła dotyczącego postawy, jaką powinien zająć katolik w obliczu postulatów środowisk homoseksualnych.

„Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawienia się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny, na płaszczyźnie im właściwej. Wobec projektów ustaw sprzyjających związkom homoseksualnym trzeba mieć na uwadze następujące wskazania etyczne” – jasno deklaruje Kongregacja Nauki Wiary w „Uwagach dotyczących projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi”. A dalej uzupełnia: „W przypadku gdy po raz pierwszy zostaje przedłożony Zgromadzeniu ustawodawczemu projekt prawa przychylny zalegalizowaniu związków homoseksualnych, parlamentarzysta katolicki ma obowiązek moralny wyjaśnić jasno i publicznie swój sprzeciw i głosować przeciw projektowi ustawy. Oddanie głosu na rzecz tekstu ustawy tak szkodliwej dla dobra wspólnego społeczności jest czynem poważnie niemoralnym”.

Elżbieta Radziszewska nie tylko poparła postulaty środowisk homoseksualnych, by umożliwić im – poprzez wydawanie stosownych dokumentów – zawieranie związków jednopłciowych (poza granicami Polski), ale wręcz zaapelowała do MSWiA o przygotowanie stosownych rozwiązań. Trudno nie uznać, że jest to działanie publiczne (takiego zachowania katolika autorzy dokumentu w ogóle nie przewidzieli), szkodliwe dla dobra wspólnego i tym samym głęboko niemoralne. I w związku z tym trzeba zapytać o skutki kanoniczne takiej decyzji dla samej minister Radziszewskiej. Czy ma ona jeszcze prawo przystępować do komunii świętej bez publicznej pokuty i odwołania swojej decyzji?

Postępowanie minister Radziszewskiej uderza także w polską konstytucję. Ta ostatnia definiuje bowiem jasno i wyraźnie małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Nie istnieją zatem powody, by polskie urzędy uczestniczyły w wydawaniu zaświadczeń, które są potrzebne do tego, by nasze konstytucyjne zapisy łamać. Nie wolno też zapominać, że przygotowanie takich zapisów postawi w sytuacji konfliktu sumienia tysiące polskich urzędników, którzy będą zmuszeni do wydawania pism umożliwiających działania, które są w ich opinii głęboko niemoralne. A wszystko to dlatego, że pani minister Radziszewska i rząd postanowił zdobyć kilka medialnych punktów. Nie bacząc ani na skutki społeczne dla Polski, ani na własną wiarę.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »