Czytamy więc, że powinniśmy zachować umiar, bo „Obamie jest przykro” (to Agnieszka Holland), że ostra reakcja i ewentualne dociskanie dowodziłoby tylko naszych kompleksów (Grzegorz Schetyna), prof. Janusz Czapiński uzupełniał, że reakcja (choć uzasadniona, ale przesadna) dowodzi, że wciąż czujemy się Mesjaszem narodów i mamy chwiejną samoocenę. Najdalej posunęli się Sierakowski z Palikotem, którzy uznali, że w zasadzie nie ma problemu, bo przecież Nałkowska już coś napisała, a do tego silne narody by się tym nie przejmowały, tylko obróciły sprawę w żart (to Palikot), albo wręcz zajęły się jeszcze gorliwszym wyszukiwaniem śladów antysemityzmu i rasizmu, by uzyskać docenienie świata (to Sierakowski).
Teraz pozostaje nam jeszcze czekać na to, że jakiś „wybitny” publicysta czy intelektualista uzna, że w zasadzie powinniśmy być wdzięczni Obamie za tę wypowiedź, która przypomina nam o naszej odpowiedzialności za Holokaust i obozy śmierci. A na poparcie swojej opinii zacytuje jeden z reportaży „Gazety Wyborczej” czy jakiś płód umysłu Jana Tomasza Grossa. Później inni dodadzą, że w istocie nie ma nic złego w takiej wypowiedzi, że jedynie oddaje ona rzeczywistość, nie tylko geograficzną, ale każdą inną, bo przecież – co już w zachodniej antypolskiej publicystyce się pojawia – nie jest przypadkiem, że te obozy znajdowały się akurat w Polsce... Później zacytują ich amerykańskie media, które z zadowoleniem stwierdzą, że jednak Obama się nie mylił.
Niemożliwe? Otóż możliwe z bardzo prostego powodu, bowiem niemała część naszych elit jest w stanie zrobić wszystko, byle tylko uzyskać pochwałę od Zachodu. Zdrada polskich interesów nie jest dla nich problemem, bo przecież Polska nie jest dla nich wartością. Najzabawniejsze jest zaś to, że oni tę swoją zdradę uzasadniają wysoką samooceną. Dla nich gdy silniejszy pluje ci w twarz, stwierdzenie, że pada deszcz jest dowodem dobrego samopoczucia i wysokiej samooceny... Ehhh, nie chce się tego nawet komentować.

