I od razu podniósł się krzyk, że to wspaniały zabytek, że ma w środku piękne żyrandole, a do tego koncepcją architektoniczną wyrasta ponad przeciętną otoczenia. Nie wiem, jak autorzy owych apologii, ale mnie jakoś na kolana socreal w wersji stalinowskiej nie powala. Nie jestem też wielbicielem pałaców, które nosiły imię jednego z największych zbrodniarzy ludzkości. A przede wszystkim nie cieszy mnie, że w centrum stolicy mojego państwa stoi symbol zniewolenia Ojczyzny przez sowieckich okupantów. Symbol gwałtu, jakiego dokonywali na nas Sowieci przez blisko pół wieku.

 

Wolny naród, rzeczywiście suwerenne państwo, nie pozwoliłoby na przetrwanie takiego symbolu. Pałac Kultury zostałby, gdybyśmy zachowali jako całość narodu poczucie własnej godności, zburzony, tak jak w II RP zburzono Sobór Aleksandra Newskiego przy placu Saskim. I jeden i drugi (choć dostrzegam różnice na korzyść soboru, bo to jednak była chrześcijańska świątynia, a nie świątynia stalinowskiego bożka) miały przypominać Polakom, kto tu rządzi, miały być znakiem, że już na zawsze zostaliśmy naznaczenie piętnem gwałtu na naszej suwerenności. I jeden i drugi zatem powinny zostać zburzone. Ale niestety zburzony był tylko ten pierwszy. Ten drugi zaś stoi nadal w samym centrum stolicy, przypominając o statusie pół kolonii, a może zwyczajnie czekając na lepsze dla niego czasy.

 

Jeśli coś w tej sprawie zaskakuje, to tylko postawa Sikorskiego, który – jako żywo – na szczególnego obrońcę polskiej tożsamości przed zniewoleniem nie wygląda. Jemu, sądząc po kolejnych wypowiedziach i działaniach, bliższa powinna być już teraz obrona Pałacu Kultury. A być może nawet postulat odbudowania Soboru Aleksandra Newskiego, który mógłby być podziękowaniem narodu polskiego dla narodu rosyjskiego za raport MAK.

 

Tomasz P. Terlikowski