Od jakiegoś czasu Smoleński zajmuje się głównie publicystyką Frondy.pl (wcześniej GW rzucona była na odcinek wPolityce.pl, ale już się jej nieco znudziło). Najpierw zaatakował Łukasza Adamskiego, a teraz postanowił zająć się moim wpisem. I uznał, że zawarłem w nim opinię, że Polacy są narodem dziwek i dziwkarzy. Konia z rzędem temu, kto znajdzie w moim tekście słowa dziwka i naród (Smoleński sam przyznaje, że go tam nie ma, ale on tylko „ciągnie dalej przemyślenia”), albo uznanie, że każdy kto miał więcej niż jednego partnera jest „dziwkarzem”... To już jest wniosek, który Smoleński wyciąga na własną odpowiedzialność, a dokładniej na brak odpowiedzialności. W tekście bowiem jest tylko refleksja, że jeśli ktoś się powinien wstydzić to dziwkarze, ale nie ma nic o tym, kto nim jest. I jakoś trudno nie zadać pytania, czy zdaniem publicystów GW bycie dziwkarzem nie jest powodem do wstydu?

 

W sumie jednak wiem doskonale, że Smoleńskiemu nie chodzi o polemikę, czy o rzetelne streszczenie tekstu. Jemu chodzi o dorobienie gęby i stworzenie wrażenia, że te oszołomy z Frondy wszystkich obrażają, a do tego nie szanują narodu. Chodzi o zniechęcanie do prawicy i chrześcijaństwa. A gdzieś w głębi tego tekstu jest pragnienie – nawet dość słabo skrywane – by dowodzić, że każdy styl życia seksualnego jest tak samo dobry i godny polecenia, że zdrada jest OK, zmienianie partnerek też, a wierność – to oczywiście jedna z możliwych opcji, ale w niczym nie lepsza od zaliczania panienek jedna po drugiej. I na taką opinię rzeczywiście nie może być zgody chrześcijanina. Nie dlatego, że uznajemy, że ktoś taki nie może się on nawrócić, ale dlatego, że mamy świadomość kosztów takiego życia. Nie ma też zgody na uznanie, że można sprawdzać swoją żonę przed ślubem, testować kolejne dziewczyny czy zmieniać żony. Co nie znaczy, że jest odrzucenie tych, którzy to zrobili. Potępiamy grzech, ale nie grzesznika.

 

Tekst Smoleńskiego, choć nierzetelny i kłamliwy (co się często zresztą GW zdarza) jednak mnie ucieszył. Uderz w stół, a nożyce się odezwą – chciałoby się powiedzieć. Ten tekst jednak uderzył w jakąś czułą strunę w duszy Smoleńskiego, jednak coś mu pokazał, obudził jego sumienie. A nerwowa, nieadekwatna reakcja pokazuje, że on sam ma poczucie, że monogamia jest jednak normą. Moralną i społeczną. Normą, którą trzeba osiągać, nawet jeśli wiele rzeczy już po drodze się zawaliło.

 

Tomasz P. Terlikowski