Wiele wskazuje przy tym na to, że – niezależnie od wyników jesiennych wyborów – Napieralski i jego partia będą aktywnym uczestnikiem rozgrywek politycznych, a być może nawet uczestnikiem przyszłego rządu (jak pokazał w ostatnim „Uważam Rze” Łukasz Warzecha może to być także rząd PiS-SLD). A nie jest tak, że lewica nie ma jeszcze potencjału na lepsze wyniki, szczególnie, gdy „wajcha została już przełożona” (by posłużyć się cytatem z klasyka).
Ten wynik pokazuje niestety, że w walce o pamięć i prawdę o Smoleńsku część konserwatywnej, chrześcijańskiej prawicy zawaliła sprawę fundamentów, czyli życia i rodziny. I to się będzie mścić, szczególnie jeśli marsz SLD do współudziału we władzy skończy się powodzeniem. Nie jest już bowiem tak, jak przed paroma laty, że hasła światopoglądowe pojawiają się u niej tylko w czasie wyborczym. Stare, dość konserwatywne obyczajowo, pokolenie postkomunistów powoli odchodzi. A nowe, pozbawione głębokich przekonań, przejmie te, które narzucą im media. To zaś oznacza, że mogą oni przyłożyć rękę do głębokich przemian obyczajowych.
Jeśli mamy jeszcze coś zdziałać, to trzeba wrócić do wartości fundamentalnych: do obrony życia, małżeństwa i rodziny. A do tego konieczna jest możliwie szeroka koalicja parlamentarna posłów i środowisk, którym te wartości są bliskie. Tu nie może być miejsca na waśnie, ale konieczna jest współpraca: PiS, PJN, części (bo o niej też trzeba pamiętać i doceniać ją) PO, PSL na rzecz kwestii najważniejszych. Dla tych spraw warto zawiesić – choć na chwilę – tradycyjne partyjne spory. I zawalczyć o normalność w kwestiach, od których zależy to, czy nasze dzieci będą żyły w Polsce, jaką znamy!
Ale żeby taka koalicja stała się możliwa, konieczne jest nasze zaangażowanie. I jasne przypominanie politykom, że życie i rodzina to wartości dla nas najważniejsze!
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

