Równie dobrze widać również, że Rosja (ale także Niemcy) zyskała na 10 kwietnia. Sytuacja polityczna w Polsce, mimo chwilowego zachwiania, ułożyła się po myśli Rosji. Nowym prezydentem jest człowiek, którego jeszcze przed wyborami moskiewscy komentatorzy i politycy wskazywali jako wymarzonego kandydata na ten urząd. Prezydent „odwdzięczył się” zaś za to poparcie radykalną zmianą kursu w polityce zagranicznej i odwróceniu się od dotychczasowych sojuszników (Gruzji, Litwy, Ukrainy) i skierowaniu naszych zainteresowań ku Moskwie i Berlinowi…

Jeśli chodzi o rząd, to też jest niewiele lepiej. Donald Tusk wraz ze swoimi ministrami walczy jak lew z Unią Europejską o zagwarantowanie interesów Gazpromu, a MSZ zaprasza na spotkanie z naszymi ambasadorami ministra spraw zagranicznych kraju, który – delikatnie rzecz ujmując – nie jest naszym najbliższym przyjacielem, i co więcej mocno miesza w naszej wewnętrznej polityce. Słowem tak uległych władz nie mieliśmy już dawno. A jeśli do tego dołożyć opozycję będącą w rozsypce, która zajmuje się donoszeniem na siebie nawzajem do szefa, opowiadaniem gazetom o tym, czyja córka martwi się sympatią do mamy Jarosława Kaczyńskiego, to obraz będzie w miarę pełny.

Sytuacja w Polsce układa się zatem po myśli Rosji (Niemiec zresztą również). W ten sposób mamy więc odpowiedź na pytanie: „cui bono?”, komu opłacały się te wydarzenia? Oczywiście wskazanie takiej siły nie oznacza udowodnienia winy czy tezy o zamachu. Równie prawdopodobnym, ale też równie dla Polski niedobrym wyjaśnieniem jest pochylenie głów przed skutecznością rosyjskiej dyplomacji i polityki, która z przypadkowego wydarzenia potrafiła wyciągnąć tak wiele.

Wskazanie sił, którym katastrofa się opłacała, przy mnożących się wątpliwościach odnośnie pracy rosyjskiej prokuratury, a także pojawiających się coraz liczniej pytaniach, na które nie ma dobrej odpowiedzi, sprawiają, że teza o zamachu powinna zyskiwać na wiarygodności i być coraz poważniej rozpatrywana. Tymczasem dla mediów i autorytetów samo podejrzenie, że w Smoleńsku mogło dojść do zamachu, traktowane jest jako dowód absolutnego oszołomstwa. A przecież, przy takiej ilości wątpliwości, pytań, zastrzeżeń i zarzutów, to właśnie aprioryczne odrzucenie tezy o zamachu powinno być traktowane jako oszołomstwo, dowód najwyższej naiwności, albo jeszcze gorzej.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »