Nie wiem, jak było w domu u Donalda Tuska (o tym więcej może wiedzieć „Gazeta Wyborcza”, gdzie pracuje jego syn), ale w normalnych domach bicie dzieci (kary fizyczne czy klapsy) nie są sportem. Są stosowane, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy rzeczywiście wyczerpane zostaną inne środki wychowawcze. Być może Donald Tusk robił inaczej (sam się do tego zresztą przyznał, że dawał klapsy swoim dzieciom), być może on zwyczajnie lubił katować swoje dzieci. Ale nawet jeśli tak było, to nie ma on prawa rzutować swoich doświadczeń na cały naród. A tym bardziej nie ma prawa do uznania, że „narodowym sportem Polaków było bicie dzieci”.

Ta wypowiedź do pracowników organizacji pozarządowych jest jednak ważna, także z innego powodu. Otóż premier przedstawił w niej swoją filozofię rządzenia. I nie ma ona nic wspólnego z deklarowanym liberalizmem. Otóż premier uznaje, że rząd jest instytucją, która ma wychowywać obywateli i narzucać im – kiedy trzeba przemocą – światopogląd. –Będziemy starali się uświadamiać, że bicie dziecka jest przestępstwem, zarówno wymiarowi sprawiedliwości, ale przede wszystkim rodzicom i wszystkim, którzy powinni czuć się odpowiedzialni za przyszłość naszych dzieci – mówił premier. I ostrzegał, że jego rząd będzie wychowywał Polaków za pomocą perswazji, a gdy „trzeba będzie także kary”.

Niestety premier nie wyjaśnił, czy rząd zamierza także ponosić odpowiedzialność (karną albo choćby finansową) w sytuacji, gdy rodzicom – ograniczonym przez idiotyczne przepisy, które zakazują nie tylko kar cielesnych, ale również jakiejkolwiek dyscypliny – nie uda się odpowiednio wychować dzieci? Premier nie poinformował także, czy jego rząd zamierza wkraczać dalej w życie rodzinne, i zająć się wychowaniem mężów i żon (ups, przepraszam, partnerek i partnerów), tak by spełniali oni kryteria „politycznej poprawności”.

Ale najmocniejsze tezy premier pozostawił sobie na koniec. Pewnie nieliczni pamiętają już, jaka nagonka rozpętała się na Jarosława Kaczyńskiego, gdy pewna dziennikarka usłyszała, że powiedział on coś o „prawdziwych Polakach”. Wprawdzie nic takiego nie powiedział, ale dziennikarze mieli używanie przez kilka dni. Teraz jednak było inaczej. I premier Donald Tusk powiedział coś niecoś o „prawdziwych Polakach”. Otóż jego zdaniem „prawdziwy Polak nie bije dzieci”… I jakoś nie słyszę zadymy dziennikarskiej. Kolenda-Zaleska milczy, a TOK FM nie bije piany… A nie bije, bo uznaje, że są takie osoby, które mogą obrażać Polaków do woli. Jedną z takich osób jest premier „Tusku musisz”.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »