Dla konserwatysty to czy Maria Konopnicka była lesbiją, biseksualistką czy normalną heteroseksualną kobietą, nie ma w istocie najmniejszego znaczenia. Jej twórczość broni się sama, a zasług dla budzenia patriotyzmu nikt nie może jej odebrać. To zaś, co i z kim robiła w swoim własnym łóżku, pozostaje jej prywatną sprawą. Szczególnie, że nigdy o tym nie mówiła, i nie widziała najmniejszych powodów, by swoją skłonnością (jaka by ona nie była) się chwalić czy szczycić.

 

Pisanie historii (literatury, a czasem także powszechnej) z perspektywy buduaru pozostaje domeną lewicowców obyczajowych. To oni z wypiekami na twarzach zastanawiają się, czy nie dałoby się przypisać jakieś seksualnej patologii wielkim i niewielkim tego świata. Oni wertują pamiętniki w nadziei, że może jeszcze ktoś okaże się homo lub biseksualistą. A może chociaż będzie lubił sukienkowe przebieranki. Jeśli tak się zdarzy (albo przynajmniej można dopisać homolegendę do jakiegoś życiorysu) to natychmiast się to robi. I z dumą obwieszcza światu: on też!!!

 

Strategia ta pokazuje, jak głęboko świadomi patologiczności własnej sytuacji są działacze gejowscy i ich sprzymierzeńcy. Heteroseksualiście, który słucha niezwykłych utworów Piotra Czajkowskiego czy Karola Szymanowskiego jest naprawdę zupełnie obojętne, jakie były ich erotyczne zainteresowania, tak jak przy słuchaniu (niewątpliwie całkowicie heteroseksualnego) Bacha, nieliczni zastanawiają się, ile miał dzieci. To sprawy w ocenie ich twórczości drugorzędne, i tylko ktoś, kto ma głęboki kompleks niższości na punkcie własnej seksualności, może podniecać się tym, że jakiś artysta też, jak on, był homoseksualny.

 

I właśnie dlatego, nawet jeśli Konopnicka była lesbijką (bardziej biseksualistką), to i tak ani nie zmienię zdania na temat aktów homoseksualnych (te bowiem, nawet jeśli spełnia je wielki artysta czy autorytet pozostają grzechem), ani oceny jej twórczości, ze szczególnym uwzględnieniem „Roty”. Ta ostatnia nie opiewa bowiem, czego lobbyści homoseksualni chcący okładać konserwatystów Konopnicką po głowach zdają się nie zauważać, uroków miłości między kobietami, ale jest świadectwem wielkiej miłości do Ojczyzny.

 

Tomasz P. Terlikowski