Dobre rady udzielane przez kobiety mężczyznom zazwyczaj nas wkurzają. Żona ględząca o tym, że spodnie należy składać w kostkę, a buty ustawiać na miejscu czy narzekająca na to, że wieczorem zamiast posiedzieć w domu mąż idzie grać w piłkę – mogą doprowadzić do białej gorączki nawet świętego. Próba formowania mężczyzny przez kobietę na obraz i wzór męskości, jaki tkwi w głowie białogłowy, jeśli przynosi jakieś skutki, to zazwyczaj odwrotne od zamierzonych. Kobieta, która uczy ojca dzieci... wychowywać to już kompletna paranoja i absurd. A jednak książka Meg Meeker jest inna. Ton amerykańskiej lekarki i matki czwórki dzieci, choć niekiedy może wkurzać, jest dostosowany do męskiej mentalności. Ona nie tyle narzeka i marudzi, ile stawia zadania, motywuje i wzywa do rywalizacji, czyli odwołuje się do tego, co u mężczyzn (jeśli pozostało w nich jeszcze coś z męskości) jest najważniejsze.
Jako wytrawna znawczyni męskiej psychiki Meeker zaczyna od wykazania – na twardych danych, a nie na przypuszczeniach czy podejrzeniach – dlaczego ojciec jest dziewczynce niezdbędny (a nie przydatny, jako wzorzec męskości). „Kilkulatki wychowywane w bezpiecznej obecności ojca lepiej dają sobie radę w trudnych sytuacjach. Sześciomiesięczne niemowlęta wypadają lepiej w testach na rozwój umysłowy, jeśli ojcowie angażują się w opiekę nad nimi. Gdy ojcowie są stale obecni w rodzinie, dzieci radzą sobie lepiej ze stresem. Dziewczęta, którym ojcowie dają poczucie ciepła i bezpieczeństwa lepiej radzą sobie w nauce (…) Wśród dziewcząt, które czują, że ich ojcowie bardzo się o nie troszczą, i które czują się z nimi związane, notuje się zdecydowanie mniej prób samobójczych i mniej przypadków niezadowolenia ze swojego wyglądu, depresji i poczucia niskiej wartości; zdecydowanie rzadziej sięgają one po alkohol lub narkotyki (…) Poczucie własnej wartości u dziewczyny jest najlepiej stymulowane fizyczną czułością (…) okazaną przez ojca (…) Dziewczęta, które mają zaangażowanych ojców mają wyższe umiejętności matematyczne i umiejętności wysławiania się oraz lepiej wykorzystują swoje zdolności intelektualne (…) Dziewczęta, które mają zaangażowanych ojców, dłużej odkładają inicjację seksualną i w związku z tym rzadziej zachodzą w przedwczesną ciążę. Prawdopodobieństwo utraty dziewictwa przed ukończeniem szesnastu lat przez nastolatki, które mieszkają z obojgiem rodziców, jest trzy razy niższe. 76 procent nastolatek stwierdziło, że to ojcowie wpłynęli na ich decyzję odsunięcia w czasie inicjacji seksualnej (…) Dziewczęta, które mieszkają tylko z matką, mają duże trudności z kontrolowaniem swoich zachowań, opóźniają przeprosiny i trudno im odróżniać dobro i zło” - wskazuje Meeker.

A to tylko początek długiej listy dowodów na to, że ojciec jest dziewczynce (chłopcu zresztą też, ale o tym w innej książce) niezbędny. Meeker nie cacka się z facetami, nie udaje, że to wszystko jedno, czy mają oni czas dla swoich dzieci czy też im go brakuje. Nie usprawiedliwia, ale twardo stawia wymagania, przypominając, że każdy z ojców jest dla swojej córki najważniejszym mężczyzną w jej życiu, że ma być dla niej bohaterem, że ma jej bronić, ale także że ma stawiać jej wymagania i mówić o Bogu. „Twoja córka patrzy na czas spędzany z tobą w sposób skrajnie odmienny niż ty. W miarę upływu lat, poprzez niecodzienne zdarzenia i zwykłe wspólne życie, niejako wchłonie w siebie twoją obecność i twój wpływ. Będzie obserwowała każdy twój krok. Czasem nie będzie w stanie zrozumieć, dlaczego jesteś szczęśliwy lub zły, nieszczery czy rozemocjonowany, ale pozostaniesz najważniejszym mężczyzną w jej życiu. W wieku dwudziestu pięciu lat będzie się zastanawiała i porównywała swojego chłopaka do ciebie. Gdy będzie trzydziestopięcioletnią mamą, liczba dzieci, które urodzi, będzie także w pewnym stopniu zależna od waszej wzajemnej relacji. Ubrania jakie będzie nosiła, także będą w jakimś sensie odzwierciedlały ciebie. Nawet gdy będzie miała siedemdziesiąt pięć lat, jej pogląd na dalsze życie będzie się opierała na jakichś dalekich wspomnieniach wspólnie spędzonego z tobą czasu. Czas dobry czy bolesny, godziny i lata przeżyte lub nieprzeżyte razem bardzo ją zmienią” - wskazuje Meeker.
Te wielkie słowa ubrane są jednak w bardzo normalne historie i normalne wydarzenia. Pierwszym darem, pierwszą ofiarą, którą musimy złożyć w naszym ojcostwie jest czas. „Od chwili, gdy ujrzysz ją po raz pierwszy, płaczącą i całą mokrą od wód płodowych, aż do dnia, gdy opuści twój dom, zegar mierzy czas. Mierzy czas twoich godzin spędzonych z nią razem, czas okazji, w których mogłeś na nią mieć wpływ, mogłeś kształtować jej charakter, mogłeś pomóc jej odnaleźć się w życiu i mieć szansę po prostu nim się cieszyć” - wskazuje Meeker. Ale ojcostwo to nie tylko czas, to także bycie bohaterem. Jeśli córka takiego bohatera nie znajdzie w domu, jeśli nie będzie nim ojciec, to szybko odpłynie ona w kierunku jakiegoś pseudoksięcia z bajki.
Bohaterstwo mężczyzny jednak niewiele ma wspólnego z filmowymi wizerunkami machismo. To raczej wierność i cierpliwość, jakiej doskonałym przykładem jest historia Douga. On i jego żona Judy mieli wypadek, po którym ona zapadła w śpiączkę. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie, jednak mąż wierzył w to, że Bóg może mu zwrócić żonę. I tak się stało. Po jakimś czasie kobieta odzyskała przytomność, ale nie odzyskała pamięci. Nikogo, nawet męża i dzieci, nie rozpoznawała i niczego z życia nie pamiętała. Co w takiej sytuacji zrobiłby przeciętny chłopaczek (nawet czterdziesto czy pięćdziesięcioletni), nie warto się zastanawiać. Wiadomo jednak, co zrobiłby mężczyzna: zacząłby walczyć o swoją żonę. I tak zrobił Doug. „Gdy tata przywiózł mamę do domu – wspomina jego córka – mama niczego nie pamiętała. Tata godzinami oglądał z nią albumy z naszymi zdjęciami i wynajął do pomocy nauczycielkę. Mój tata przed wypadkiem nie był zbytnio cierpliwy, ale teraz dzień po dniu, tydzień po tygodniu pracował z mamą. No i pomagał nam dzieciom: mnie, mojej młodszej siostrze i starszemu bratu. Inni ojcowie nie daliby rady: wstawać codziennie rano i opiekować się żoną, która cię nie zna; przywrócić jej pamięci dwadzieścia pięć lat wspólnego życia. Ale tata nigdy się nie poddał. Oczywiście zdawał też sobie sprawę, że mamy nigdy już nie będzie taka sama. Nie wiedział też, co go jeszcze czeka. Ale to było najcudowniejsze, zawsze patrzył w przyszłość” - opowiada córka. A Meeker uzupełnia: „Doug jest prawdziwym bohaterem (…) Jest taki, jaki powinien być każdy ojciec. Każdy mężczyzna jest w stanie zrobić to, czego on dokonał. Może się ze mną nie zgadzasz. Może myślisz, że jego życie się nie ułożyło. Może nawet sądzisz, że jest głupcem, że niepotrzebnie się tak męczył. Nie widziałeś jednak wyrazu jego twarzy, gdy opowiada o swojej żonie. Nie słyszałeś jego spokojnego głosu, gdy dzieli się mądrością, która pochodzi z jego cierpienia. Doug ma sobie coś, co ja też bardzo chciałabym mieć – i czego ty pragniesz: nieopisany pokój i radość, który pochodzi z trwania w tym, co słuszne i sprawiedliwe, nawet pośród codziennej udręki”.
Na szczęście nie przed każdym z mężczyzn staną takie wyzwania. Większość z nas zostaną one oszczędzone. Ale nie zmienia to faktu, że każdy z nas musi być bohaterem i autorytetem. Jak to osiągnąć? Meg Meeker formułuje kilka rad, których warto się trzymać. Po pierwsze trzeba przygotować sobie plan działania, sformułować dziesięć przykazań, które chcemy przekazać córce. Po drugie musimy zachowywać odwagę nawet w trudnych chwilach, po trzecie być liderem, kimś, kto nie obawia się rządzić swoją córką. „Gdy twoja dwulatka ma napad wściekłości, zaprowadź ją do osobnego pomieszczenia i nie zwracaj uwagi dopóki się nie uspokoi. Zrób dokładnie to samo, kiedy ma szesnaście lat. Jeśli musisz dać jej szlaban na tydzień czy na miesiąc, zrób to. Nigdy nie bierz sobie do serca jadu, który może się sączyć z jej ślicznych ust. Ona ciągle jest dzieckiem. Ty masz przewodzić w rodzinie – nie pozwól, aby to robiła niedojrzała dziewczynka. Ona ma przed sobą całe życie i kiedyś będzie musiała przewodzić we własnym domu. Naucz ją tego” - wskazuje Meeker. I uzupełnia listę zadań o piąte: nie uciekaj, wytrwaj!
Ta krótka lista w istocie pokazuje, co jest istotą męskości w ogóle. Wierność, stanowczość, autorytet – to nie są tylko cechy ojców dziewczynek, ale to cechy, którymi powinien się charakteryzować każdy ojciec i każdy mężczyzna. I dlatego tę książkę powinien przeczytać każdy facet, który ma dość rozmemłania i skupienia na materii, w jakie wpycha nas nasza kultura. Im wcześniej to zrobi, tym lepiej, bowiem bycie ojcem i mężczyzną to zadanie na całe życie. Uczymy nasze córki przede wszystkim przykładem. „Jeśli nauczysz ją, że być szczęśliwym to większy dom, wyższa pensja, kolejny samochód, łódź żaglowa czy kosztowne wakacje, to prawdopodobnie poślubi mężczyznę, który zamiast dawać siebie rodzinie, będzie także poszukiwał zaspokojenia w dobrach materialnych. Ludzie, którzy są niezadowoleni z tego, co mają, stają się także niezadowoleni z tego, kim są i kim są inni. Gdy twój zięć zdobędzie wszystko, czego pragnie na poziomie bogactwa, może zapragnąć także nowej żony: mądrzejszej, bardziej asertywnej czy atrakcyjniejszej (…) Nie pozwól, by to spotkało twoją córkę” - apeluje Meeker do ojców, ale w istocie do każdego mężczyzny... I to wezwania, a także świadomość, jak ważne jest bycie ojcem jest najważniejszą rzeczą, jaka pozostaje po lekturze książki... Na długo!
Tomasz P. Terlikowski

