- Ostatnio część naukowców przekracza granice rzetelności naukowej, wkraczając w sferę indoktrynacji światopoglądowej. Tę akceptujemy na uczelniach, które z definicji mają charakter światopoglądowy, np. katolickich. Ale każda świecka uczelnia powinna być otwarta na wszelkie poglądy i wszystkie wyznania, również na ateizm i agnostykę – oznajmiła minister Kudrycka w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. I gdyby tej jej słowa potraktować poważnie, to natychmiast należałoby zlikwidować wszystkie katedry czy instytuty genderowe, które z nauką mają tyle wspólnego, ile marksizm leninizm z rozumem.
Ale to nie wszystko. Gdyby uznać, że nie ma miejsca dla indoktrynacji światopoglądowej na uczelniach, to pracę musieliby stracić profesor Jan Hartman i prof. Magdalena Środa, którzy przecież głoszą – na świeckich uczelniach – bardzo określony światopogląd. I choć głęboko się z nimi nie zgadzam, to mam świadomość, że nie ma nauk społecznych czy właśnie filozofii bez jakiegoś zakorzenienia światopoglądowego właśnie. Może być ono zracjonalizowane albo nie, ale nie może go nie być. I pani profesor powinna o tym jednak wiedzieć. Wypowiedź minister Kudryckiej podważa też, czego może ów geniusz wypowiedzi nawet nie zauważył, status uczelni katolickich, które zostają uznane za inny rodzaj uczelni, na których światopogląd się toleruje...
Minister Kudrycka zarzuca też (oczywiście konserwatywnie myślącym profesorom), że są odpowiedzialni za rozróby na uczelniach. - "Swoboda", "wolność" - to pięknie brzmi... Ale życie nie polega na totalnej dowolności. Wypowiedzi radykalne nakręcają radykalizmy po przeciwnej stronie. I mamy wówczas studentów, którzy w Poznaniu naklejają obraźliwe napisy na drzwiach profesorów, a z drugiej strony - skrajnych prawicowców, którzy przeszkadzają w wykładach Magdaleny Środy czy Adama Michnika. Wolność słowa zakłada szacunek dla przeciwnika i poważną debatę, a nie zakrzykiwanie racji przeciwników. Bo wówczas tolerancja, która jest wpisana w korzenie demokracji, staje się pustym hasłem i naprawdę jesteśmy już tylko o krok od totalitaryzmów – oznajmia. I znowu trudno nie zadać jej pytania, czy nie dostrzegła, że wcześniej to właśnie tolerancjoniści uniemożliwili odbycie debat z przedstawicielami ruchu narodowego, a gazeta Adama Michnika wręcz wyspecjalizowała się w blokowaniu wystąpień ludzi, którzy mają odmienny od lewicowo-liberalnego światopogląd.
I tylko w jednym można się zgodzić. Rzeczywiście znajdujemy się o krok od totalitaryzmu w nauce. Tyle, że odpowiedzialność za to ponosi minister Kudrycka i rząd Donalda Tuska. To ich bowiem decyzje naruszają autonomię uniwersytetów, oni probują zniszczyć polską naukę używając jej do partyjnych rozgrywek, oni wymyślili, że dla Einsteina w Polsce nie byłoby miejsca, i oni próbują przekonować, że jasny światopogląd wyklucza z dziedziny nauki. I wreszcie to oni wprowadzili kolejną idiotyczną reformę studiów wyższych, która sprawia, że naukowcy i wykładowcy zamiast zajmować się uczeniem czy badaniami, zastanawiają się jak wypełnić głupawe rubryki i ominąć bzdurne przepisy, o których każdy lub niemal każdy – niezależnie od poglądów politycznych – wykładowca wie, że są pozbawione sensu.
Tomasz P. Terlikowski
