- Ceremonia humanistyczne to rytuał, ale pozbawiony religii. Chrzest, ślub, pogrzeb. Oferujemy alternatywę dla tradycyjnych obrzędów. Takie ceremonie są silnie nacechowane indywidualnością. Celebranci w ścisłej współpracy z samymi zainteresowanymi planują takie wydarzenie, by było niezapomnianym przeżyciem – zachwala oferowane przez siebie „usługi” Tobisz. Racjonalność tego pomysłu zaś powala na kolana. Rytuał religijny pozbawiony religii, to pomysł mniej więcej rodem z PRL-u, gdy proponowano Polakom wyroby czekoladopodobne, które z czekoladą nie miały nic wspólnego. Z rytuałami pozbawionymi religii jest podobnie. Rytuały mają bowiem sens, gdy odsyłają do sacrum, do czegoś, co nas przewyższa, a humanistyczny rytuał nie odsyła do niczego. Jest jak wódka bezalkoholowa.

 

Ale nie to jest największym idiotyzmem całego pomysłu, a pomysł, by humanistycznie chrzcić dzieci. Ślub czy pogrzeb może istnieć, jako uroczystość świecka (inna sprawa, czy ma to wówczas większy sens, ale tego nie będę rozważał), natomiast chrzest jest z konieczności uroczystością religijną. Jest on wprowadzeniem dziecka do wspólnoty Kościoła i zmyciem z niego znamienia grzechu pierworodnego. Ateista czy racjonalista, jak rozumiem, w grzech (a już szczególnie grzech dziedziczony) nie wierzy, a stowarzyszenie racjonalistów Kościołem dla niego nie jest, po co ma zatem chrzcić dziecko? By stać się jak inni. Ejże, panowie i panie racjonalistki, toż to żenujący konformizm, pragnienie małpowania tego, co dzieje się w chrzcie na poważnie...

 

I jeszcze jedno pytanie, którego nie można w tej sytuacji nie zadać. Czy przypadkiem owe humanistyczne chrzty nie są dokonywane na dzieciach. Jeśli tak to, co z deklaracją Tobisza, że młodzi „sami muszą zdecydować, czy chcą w cokolwiek wierzyć”... Taki ochrzczony humanistycznie dzieciak jest przecież przez was determinowany do niewiary, a sami deklarujecie, że chcecie tego uniknąć... Coś mam wrażenie, że z logiką i racjonalnością to u was jest jak z wiarą. One zwyczajnie nie występują.

 

Tomasz P. Terlikowski