Nazwisko Terlikowski – to jedno z częściej powtarzających się w felietonach Michalskiego. Zaszczytu częstszego cytowania i polemizowania doświadczyli, być może, tylko Ziemkiewicz, Wildstein Lisicki, Karłowicz czy Mazurek (nie wiedzieć czemu zawsze wymieniani w jednym ciągu). Ale i oni tak bardzo nie złoszczą Michalskiego, by poświęcał im felieton po każdej (no niemal) ich wizycie w mediach. A ze mną tak jest.
W poniedziałek byłem u Lisa, a już w środę Michalski poświęcił mi felieton (Czarku, przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, ale niestety na „Krytykę Polityczną” nie zaglądam codziennie). Felieton Cezarego poświęcony jest wojnie cywilizacji, i Michalski walczy w nim, do czego można się przyzwyczaić, z dawnymi kolegami z konserwatywnej strony opinii publicznej. Mnie poświęca tylko kilka wzmianek. Ale za to jakże smakowitych.
„Z podobnymi wątpliwościami muszę sobie radzić, kiedy znów oglądam - tym razem u Lisa - telewizyjnego imama Tomasza Terlikowskiego informującego publiczność, że dzięki cudowi otrzymał to, co niektórzy usiłują uzyskać dzięki medycynie: czworo zdrowych dzieciaczków. Są rodzaje publicznego bluźnierstwa, które znosić trudno, nawet mnie, człowiekowi dość jednak świeckiemu (nawet kiedy od czasu do czasu próbuję uwierzyć). Jednak Terlikowski w bluźnierstwie bije kolejne rekordy, ciekawe, kiedy w ramach udowadniania wyższości własnej nad użytkownikami świeckiej medycyny przebije sobie kurzajkę drzazgą z Krzyża Świętego, bo że wkrótce to zrobi na wizji - tym razem w paśmie telewizji śniadaniowej - nie mam wątpliwości. Bardziej „w jednej cywilizacji” czuję się z Arabami (wyznawcami islamu, jakby nie było) na ulicach Bengazi, niż z Terlikowskim u Lisa. Oni są bliżej Chrystusa - tego z Ewangelii - i bliżej Boga - tego od Spinozy - niż nasz telewizyjny bluźnierca, co o grzechach i karach, jakie są udziałem jego wrogów, i o cudach będących jego udziałem mówi z narastającą z dnia na dzień lekkością” – oznajmia Michalski.
A ja się go pytam, od kiedy to opowiadanie o wielkich rzeczach, jakie uczynił nam Pan jest bluźnierstwem? Gdyby Żydzi tak sądzili nie byłoby Księgi Wyjścia i w zasadzie wszystkich ksiąg historycznych Starego Testamentu. A w takiej sytuacji nie byłoby też Spinozy, który swój judaizm głęboko reformuje, ale w myśleniu filozoficznym pozostaje wierny podstawowym intuicjom swojej religii. Bez świadczenia o wielkich rzeczach nie byłoby też Nowego Testamentu i całej wielkiej tradycji chrześcijańskiej. Nie porównuję oczywiście swojego świadectwa z tamtymi, ale pokazuje, że opowiadanie o tym, co czyni nam Bóg, jest naszym obowiązkiem. Nawet jeśli Michalski uzna, że w ten sposób „bluźnimy”.
Ale niestety gromy niewierzącego na bluźniercę nie kończą tego felietonu. Cezary postanawia bowiem jeszcze oświadczyć, że „telewizyjny imam Terlikowski żonglujący prywatnymi cudami na publicznej wizji należy do cywilizacji, z którą niestety będę toczyć wojnę”. Drogi Cezary, tocz ją sobie zdrowo. I niech ci ona sprawia wiele radości. Tylko uważaj, żeby Cię żółć nie zalała, bo szkoda by Cię było!
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

