I piszę to ze świadomością, że wśród Rycerzy była i jest masa wspaniałych ludzi, którzy głęboko zaangażowali się w sprawy obrony życia, pomocy charytatywnej czy obronę Kościoła. Ocena ta nie dotyczy zatem ich, ale amerykańskich władz zakonu i ich polskiego delegata, który zdecydował się rozwiązać tę część stowarzyszenia, które rzeczywiście było rycerstwem, a nie obozowymi, platformiano-gazetowyborczymi ciurami.
Dzisiejsza „GW” przynosi bowiem wiadomość, że Amerykanie zdecydowali się rozwiązać radę i władze polskiego stowarzyszenia, które najmocniej stawiały kwestie katolickości i wierności zasadom. A wszystko po to, by do stowarzyszenia mogło powrócić dwóch posłów Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali za zabijaniem nienarodzonych w czasie procedury in vitro i przeciwko uznaniu małżeństwa za związek kobiety i mężczyzny. – Delegat Krzysztof Orzechowski długo zmagał się z członkami warszawsko-praskiej rady. W końcu amerykańskie władze rowiązały radę i zabroniły stowarzyszeniu używania nazwy i godła Rycerzy Kolumba – mówi informator „GW”.
I już samo to, do kogo pobiegły Ciury Kolumba, by pożalić się na swoich wiernych Kościołowi kolegów, najlepiej pokazuje, ile wspólnego z rycerstwem będzie miało stowarzyszenie dowodzone przez Amerykanów. Ujmując rzecz w skrócie mniej więcej tyle samo, ile Joe Biden (zresztą Rycerz Kolumba) z katolicyzmem. Z żalem, jeśli informacje „GW” się potwierdzą, będzie trzeba pożegnać się z Rycerzami Kolumba i możliwie szybko powołać nową organizację, która przyjmie tych, którzy chcą być jednak rycerzami, a nie obozowymi ciurami na słuchach partii rządzącej i wiodących sił medialnych.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

