- Jest zgoda co do konieczności przygotowania umowy pomiędzy Kościołem a rządem ws. Funduszu Kościelnego - poinfomował w piątek przewodniczący Rady Episkopatu ds. Ekonomicznych kard. Kazimierz Nycz. Nie ma porozumienia ws. wysokości ewentualnego odpisu.



A zatem stało się. Kościół uznał, że zasada własności nie musi obowiązywać w Polsce, że to, co ukradzione nie musi zostać oddane. A do tego zgodził się na system, który – i trzeba to powiedzieć zupełnie jasno – nie będzie korzystny dla samej wspólnoty. I nie chodzi tu o wysokość wpływów, a o samą zasadę. Model, jakim nam zaproponowano, nie jest wprawdzie modelem podatkowym, ale odpisowym, ale i on wprowadza państwo zbyt głęboko w nasze sumienia. Od teraz będzie ono nie tylko wiedziało, kto ofiarowuje Kościołowi pieniądze, ale też będzie nimi dysponowało (przynajmniej przez jakiś czas).



Nie jest też jasne, a to stanowi najważniejszy element oceny, na co pieniądze z owego odpisu miałyby być wydawana. Fundusz Kościelny opłacał ZUS duchownym i siostrom zakonnym, którzy nie mieli innego ubezpieczenia... Czy odpis podatkowy miałby mieć podobny cel? A jeśli nie, to po co miałby on istnieć? By finansować dzieła Kościoła? Opłacać pensje proboszczom? Czy jeszcze w innym celu? I dalsze pytania: na jakie konta trafiałyby pieniądze z owego odpisu (diecezjalne, parafialne, ogólnokościelne, państwowe)? Kto by je dzielił? Ile czasu miałoby państwo by je przekazać? Od odpowiedzi na każde z tych pytań zależy ocena decyzji.



Już teraz można jednak powiedzieć, że jest to pomysł zły. W krajach, w których wprowadzono parapodatkowy system finansowania Kościoła spadło zaangażowanie finansowe wiernych w jego umacnianie. A to oznacza, że zniknął istotny element kontrolny, jaki wierni mieli nad proboszczem. W sytuacji, gdy jest on zależny od ofiarności ludzi, często zmuszony jest więcej i lepiej pracować. Niemiecki ksiądz, który zależny jest od państwa, nic robić nie musi, może mieć wolny poniedziałek i nie odprawiać w nim nawet mszy świętej. Brak zaangażowania finansowego w konkretnym miejscu bardzo rozluźnia więzy ze wspólnotą.



I wreszcie kwestia ostatnia. Skąd biskupi wiedzą, że i w tej sprawie nie zostaną oszukani, i że za dwa czy trzy lata, światły rząd PO nie uzna, że pieniążki z odpisu jednak by mu się przydały (tak jak przydała mu się kasa z rezerwy demograficznej)? Wiara na słowo (czy nawet na podpisy) akurat tej ekipie nie jest dobrym pomysłem... Szczególnie, że na zabieranie kasy czarnym Platforma zawsze znajdzie poparcie... I wtedy okaże się, że nie ma ani funduszu, ani odpisu. A wszystko dlatego, że za szybko ustąpiono, gdy jeszcze można było bronić zwyczajnej ludzkiej sprawiedliwości.



Tomasz P. Terlikowski