Pomysł, by zlikwidować Fundusz Kościelny i zastąpić go odpisem podatkowym na Kościół miał być sprawną ucieczką do przodu przed powracającymi zarzutami – nota bene nieprawdziwymi – o to, że Kościół wyciąga pieniądze od państwa. Odpis dotyczyłby przecież tylko ludzi, którzy chcieliby go odprowadzić, i byłby istotnym sprawdzianem tego, dla ilu Polaków relacja z Kościołem jest rzeczywiście ważna. Już teraz widać jednak, że pomysł ten się nie udał. Zamiast ucieszyć się ze zmiany stanowiska Kościoła antyklerykałowie zaczęli wyliczać, ile to pieniędzy więcej „straciłoby państwo” z tego odpisu w porównaniu do Funduszu Kościelnego.
I naszych podwórkowych liberałów wcale nie zajmuje fakt, że nie ma tu mowy o stracie. Kościół bowiem, który te pieniądze by otrzymał niewątpliwie, by ich nie przejadł, ale zainwestował w wychowanie młodzieży, szpitale, przedszkola, ośrodki pomocy, czyli w działania społeczne, które wykonuje o wiele skuteczniej niż państwo. Ta skuteczność nie ma jednak dla politycznych i medialnych antyklerykałów znaczenia, bowiem im wcale nie chodzi o dobro społeczne, a o to, by zniszczyć autorytet Kościoła. A rozmawianie i pieniądzach i oskarżanie religii o pazerność jest najlepszą drogą do takiego zniszczenia.
Ale pomysł z jednoprocentowym podatkiem ma również inną wadę. Jak do tej pory poza składkami na ubezpieczenie społeczne księży czy pensjami dla księży katechetów (które są niekiedy istotnym elementem budżetu) Kościół utrzymywał się bez pomocy państwa. W efekcie duchowny musiał się liczyć z wiernymi, którzy mogli przestać dawać na tacę. W sytuacji kiedy państwo będzie przekazywać (pytanie komu?) środki z 1 proc., to ono – a do czego to prowadzi widać w przypadku ordynariatu polowego, gdzie władze zawieszają kapelanów krytycznych wobec państwa – albo kurie biskupie czy konferencja episkopatu mogą mieć większą kontrolę nad duchownym niż wierny. A to może skutkować tym, że w skrajnej sytuacji duchowni będą jak urzędnicy – z miesięcznym urlopem, czy – jak w krajach niemieckojęzycznych – odprawiając mszę tylko, kiedy jest zamówiona. Obawiałbym się pójścia w tym kierunku, bo jest on zwyczajnie szkodliwy dla Kościoła. Gwarantuje mu środki, ale pozbawia go energii społecznej i zniechęca do mocnego duszpasterstwa, które przynosi efekty, także w wymiarze finansowym.

