"Jako prezydent Rzeczypospolitej uważam, że potrzeby małżeństw, które dzisiaj są w trudnej sytuacji, bo nie mogą mieć dzieci czy mają trudności z tym, aby mieć dziecko, powinny zostać zrealizowane" - deklaruje Andrzej Duda. I nie sposób nie przyznać nowemu prezydentowi racji. Tylko te osoby, które zmagają się z niepłodnością, wiedzą, ile siły, energii i nerwów pochłania leczenie tej cywilizacyjnej choroby. Ile złości i rozczarowań jest co miesiąc, bo znów się nie udało. Ile łez, zawiedzionych nadziei, bo nie ma upragnionego dziecka. To prawda. I w wielu przypadkach medycyna stara się takim parom pomóc. Niestety, ciągle jeszcze nie wszystkim, którzy do leczenia przystępują. Bo ani naprotechnologia, ani in vitro wszystkim dziecka nie dadzą. Po prostu. Są przypadki, wobec których medycyna jest bezradna.

Nie oznacza to jednak, że trzeba się obrazić na rzeczywistość i nie pomagać niepłodnym parom. Wręcz przeciwnie. Pomoc powinna być zagwarantowana nie tylko na poziomie medycznym, ale coraz częściej także psychologicznym. Z własną niepłodnością, rozumianą przez niektórych jako życiową porażką, ludzie sobie po prostu nie radzą. Nie potrafią zaakceptować takiego stanu i coraz bardziej niszczą siebie i swoich najbliższych. Nie można zapomnieć też o prawie, które powinno stać na straży życia ludzkiego na najwcześniejszym jego etapie.

Podpisana przez Bronisława Komorowskiego ustawa o leczeniu niepłodności nie jest prawem dobrym. Wręcz przeciwnie. Nie jest też żadnym prawem kompromisowym, tak naprawdę uznaje wyłącznie racje lobby in vitro, dyskryminuje tych, którzy z różnych względów z takiej procedury zapłodnienia nie chcą korzystać. Dlatego warto nad tym prawem pracować, choćby w duchu kompromisu, o którym wspominał Andrzej Duda. Co prawda kwestia kompromisu już nie raz była podnoszona i nie raz krytykowana, choćby przez Donalda Tuska. Warto w tym kontekście przypomnieć jego słowa: „Kompromis to dobre sformułowanie, kiedy negocjuje się kontrakt handlowy czy jakiś kontrakt polityczny. Przy in vitro ważne jest, by przy zachowaniu standardów medycznych i prawno-etycznych możliwie dużo polskich rodziców doczekało się potomstwa”.  Niemniej jednak, warto walczyć o szanujące godność każdej osoby prawo .

Kompromis moralny w sprawie in vitro w grę nie wchodzi. Moralności bowiem do kompromisu sprowadzić się nie da. Można więc walczyć na płaszczyźnie politycznej. Kompromisowy projekt to taki, który maksymalnie powinien ograniczać negatywne skutki tej metody, a jednocześnie miałby poparcie większości. Pytanie zatem, gdzie kończy się granica kompromisu w sprawie in vitro? To zakaz zabijania i mrożenia ludzkich embrionów. Dopiero prawo respektujące te dwie kwestie gwarantowałoby, zgodnie z naszą konstytucją, godność ludzką i życie ludzkie. A tego właśnie od ustawy regulującej kwestie leczenia niepłodności oczekiwałby Andrzej Duda. Oby udało uzyskać się zdrowy kompromis, a nie zgniły.

Przy okazji też warto dać szansę metodzie moralnie godziwej i znacznie skuteczniejszej niż in vitro, czyli naprotechnologii. Niech ustawa obejmie refundacją także te pary, które wybiorą taką ścieżkę leczenia niepłodności. Panie Prezydencie, w Panu nadzieja.

Małgorzata Terlikowska