Ideologia gender znalazła się na celowniku Kościoła. Jak wszystko, co podważa antropologiczne założenia dotyczące kobiecości i męskości zapisane w Piśmie Świętym. „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, by byli płodni i czynili sobie ziemię poddaną. By się uzupełniali i ubogacali swoją odmiennością. Dlatego podważanie tych biblijnych fundamentów – a jesteśmy obecnie tego świadkami – nie może pozostać bez odpowiedzi Kościoła. Mocno w walkę z tą ideologią zaangażował się papież Franciszek: „Zastanawiam się na przykład, czy tak zwana teoria gender nie jest także wyrazem jakiejś frustracji i rezygnacji, która ma na celu zatarcie różnicy seksualnej, ponieważ nie potrafi już sobie z nią poradzić. Tak, grozi nam uczynienie kroku wstecz. Usunięcie różnicy jest w rzeczywistości problemem, a nie rozwiązaniem” – mówił papież. Podczas spotkania z polskimi biskupami w czasie Światowych Dni Młodzieży ideologię tę wprost nazwał „kolonizacją ideologiczną”: „W Europie, w Ameryce, w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w niektórych krajach azjatyckich istnieje prawdziwa kolonizacja ideologiczna. Jedną z nich - mówię to jasno z imienia i nazwiska jest gender. Naucza się w szkole, że każdy może wybrać sobie płeć. A dlaczego tego uczą? Ponieważ podręczniki są narzucane przez te osoby i instytucje, które dają pieniądze. Jest to kolonizacja ideologiczna, popierana również przez bardzo wpływowe kraje. I to jest straszne". Jest straszne, bo ogromną cenę za to wszystko płacą dzieci. Zasiewanie w nich wątpliwości odnośnie do własnej płci przynosi tylko szkody. Pożytków żadnych. I nie są to tylko obawy, ale mocne dane płynące z badań naukowych.

Swego czasu w Polsce głośno było o programie „Równościowe przedszkole”. To za jego pomocą ideologia gender, pod płaszczykiem niewinnej zabawy, trafiać miała już do przedszkolaków. To ważne, by pracę zaczynać z jak najmłodszymi dziećmi, to bowiem czas, w którym najłatwiej i najskuteczniej można niwelować różnice wynikające z wpływu środowiska rodzinnego, a także przełamywać stereotypowe podejście do płci. Jedną z gier proponowanych dzieciom był „gender quiz”. Polega on na tym, że trzy lub cztery osoby opuszczają z nauczycielką pomieszczenie. Zanim powrócą, mają podjąć decyzję, czy wracają jako chłopcy czy dziewczęta. Pozostałe dzieci mają, po ich zachowaniu, ruchach, odgadnąć ich płeć. Program niósł ze sobą jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Utwierdzenie dzieci w przekonaniu, że rodzice się na ich wychowaniu nie znają. „Rodzice nie są do końca tymi, którzy powinni ostatecznie decydować o tym, czy w przedszkolach powinno się pracować na rzecz równouprawnienia, ponieważ często nie posiadają fachowej wiedzy na ten temat i sami również kierują się stereotypami” - przekonywały autorki. A jeśli będą się burzyć trzeba przeprowadzić wśród nich „równościową reedukację”. Dobrze, że jeszcze nie proponowały obozów dla niezreedukowanych. Ale ro pewnie kwestia czasu. Na szczęście przeciwko programowi zaprotestowali pedagodzy i metodycy i do przedszkoli nie wszedł. Co nie przeszkadza zwolennikom tej ideologii raz po raz wyskakiwać z kolejnymi „fantastycznymi” pomysłami, które mają zrównać chłopców i dziewczynki, a już na pewno zatrzeć wszelkie różnice między płciami.

Tymczasem te z pozoru niewinne zabawy i gry nie pozostają bez wpływu na rozwój dzieci. Naukowcy z Amerykańskiego Kolegium Pediatrów (American College of Pediatricians) wzięli pod lupę zaburzenia tożsamości płciowej. Przeprowadzili jak dotąd największe badania wśród transseksualnych bliźniąt jednopłciowych. Okazało się, że tylko w co piątym przypadku zaburzenia tożsamości płciowej występują u obojga rodzeństwa. W pozostałych przypadkach tak nie było, mimo że bliźnięta maja identyczne DNA i identyczne doświadczenia z okresu prenatalnego.  Zdaniem naukowców, to dowód na to, że zaburzenia płciowe mają charakter psychiczny, nie są wrodzone, ani też nie mają związku z ciałem danej osoby.

Z kolei inne badania, na które powołują się amerykańscy naukowcy, pokazują, że zaburzenia tożsamości płciowej są o wiele rzadsze, jeśli dziecko nie było zachęcane do uosabiania się z płcią przeciwną (a to przecież zakładają genderowe programy). To właśnie namawianie już najmłodszych dzieci do otwartości na zmianę płci czy eksperymentowanie z własną płcią są głównymi przyczynami zaburzeń. Nie bez znaczenia dla ich powstania są więc czynniki środowiskowe, społeczne, rodzinne czy wręcz presja ze strony mediów głównego nurtu, które propagują ideologię gender.

Mam nadzieję, że równościowa pedagogika zostanie oficjalnie uznana za szkodliwą, a w cenie będą te placówki, które ideologii gender pod swój dach wpuszczać nie będą. Rodzice i pedagodzy dostali kolejny argument potwierdzający słuszność ich intuicji. Na pewno nie ostatni.

Małgorzata Terlikowska