„Fredrick” – taką wdzięczną nazwę nosi aplikacja dla panów. „Fredrick”, choć wirtualny, to jak nikt zna duszę kobiety, potrafi reagować na jej potrzeby i kaprysy, wie, jak spełniać jej zachcianki. I wie, co robić, by kobiety nie drażnić. A przecież nie ma nic gorszego niż rozdrażniona, zrzędząca pod nosem żona, której nic nie pasuje, nic nie cieszy. Tsunami przy niej to pestka. „Frederik” ma jeszcze jedną właściwość, której brakuje ponoć panom. I to jest jego największy atut. To umiejętność radzenia sobie z kobiecym PMS i towarzyszącymi mu zmianami nastroju. Biedni ci mężczyźni, jak radzili oni sobie z tą kwestią w czasach przedinternetowych? Teraz, dzięki podpowiedziom „Frederika”, ich życie znów będzie prostsze, a poskromiony PMS niczym ich już nie zaskoczy. Panowie, do dzieła!   

Syndromu napięcia przedmiesiączkowego doświadcza spora grupa kobiet. PMS objawia się zwiększoną drażliwością, zmianami nastroju, depresjami. Za nim kryją się nie złośliwość kobiety czy wredny charakter, tylko hormony. I mężczyzna, który słucha swojej żony, który ma dla niej czas i z nią rozmawia, zdaje sobie z tego sprawę i nad swoim losem się nie użala. Po co jednak patrzeć na tę kwestię z perspektywy medycyny, skoro można sobie porobić żarty z kobiet (PMS naprawdę nie jest przyjemny), a przy okazji nieźle na tym zarobić. Bo za aplikację trzeba zapłacić, wszak dobre rady zawsze w cenie. I niech mi ktoś powie, że to nie powielanie seksistowskich stereotypów na temat kobiet, zresztą dość żenujących. 

Aplikacja monitoruje nastrój kobiety. Żeby móc korzystać z podpowiedzi wirtualnego znawcy kobiet, trzeba do pamięci wprowadzić pierwszy dzień cyklu. I tyle. Dalej piłka jest po stronie „Frederica”, który każdego dnia podpowie, jak mężczyzna powinien się zachowywać, by nie rozdrażnić kobiety, z którą żyje pod jednym dachem. Twórcy aplikacji zapewniają, że dzięki temu rozpocznie się najcudowniejszy czas w życiu mężczyzny. Zastrzegają jednocześnie, że daleko im do seksizmu. Naprawdę? Może w takim razie dla równowagi powinni stworzyć aplikację dla kobiet, bo i bez PMS zrozumienie niektórych panów bywa bardzo trudne. Może czas najwyższy sprawić, by i życie kobiet wreszcie nabrało blasku.

„Fredrick”, znawca duszy kobiecej, ma dla panów mnóstwo rad. Co jedna to lepsza i bardziej głęboka. Przykładowo, pierwszego dnia cyklu na ekranie smartfona pojawi się informacja: „Nie każ jej kichać”. Nie mam pojęcia, co ma kichanie do miesiączki, ale pewnie „Fredrick” wie. Inne rady, jakimi się dzieli z mężczyznami, którzy nie potrafią sobie poradzić z cyklicznością kobiety, to: „zachowaj zdrowy rozsądek” lub „miej oczy dookoła głowy”. Cóż, rady nie od parady. Nie wiem, czy jakiemuś panu one pomogły, wiem natomiast, że zbyt długie patrzenie się w ekran smartfona nawet najlepszemu związkowi może zaszkodzić. Dlatego zamiast słuchać „Fredricka”, warto posłuchać żony. Ona w tym czasie naprawdę nie potrzebuje dobrych rad, tylko miłości i zrozumienia. Zamiast więc z wytęsknieniem wpatrywać się w ekran smartfona i z wypiekami na twarzy czekać na kolejną radę, lepiej z żoną porozmawiać, realnie nie wirtualnie. Albo pomóc znaleźć dobrego lekarza, który z PMS wyleczy. Pieniądze zamiast wydawać na nikomu niepotrzebne aplikacje, lepiej przeznaczyć na kwiaty lub prezent dla żony. Bardziej to umocni związek niż milion dobrych rad. Bo wiadomo… dobrymi radami piekło jest wybrukowane.

 

Małgorzata Terlikowska