Powolne oswajanie z edukacją seksualną od przedszkola trwa w najlepsze. Wszak dziecko to istota seksualna i od małego powinno wiedzieć, jak to z tym seksem jest – twierdzą seksualni edukatorzy. Treści tak wrażliwe, intymne, niedostosowane do wieku, przekazywane przez obcą osobę wywołują więcej szkód niż pożytku. Obrazy i rozmowy przesycone erotyzmem mogą być po prostu traumatyczne. O szkodach tych pisze Meg Meeker, lekarz pediatra z wieloletnim stażem.
W Stanach Zjednoczonych, gdzie praktykuje, rządowe programy edukacji seksualnej od przedszkola prowadzone są od dawna. I tak, dzieci w wieku od pięciu do ośmiu lat dowiadują się np., że „dotykanie i pocieranie własnych narządów płciowych, aby poczuć przyjemność, nazywa się masturbacją”. Starsze (9-12 lat) uczą się o tym, że masturbacja to często pierwszy sposób osiągania przyjemności seksualnej. Nastolatki dowiadują się np. że przeprowadzenie legalnej aborcji rzadko ma wpływ na ewentualne trudności z zajściem w ciążę lub zachorowania przenoszone drogą płciową, w tym AIDS. A także, że niektóre rodzaje aktywności seksualnej między partnerami obejmują wspólne cieszenie się literaturą lub sztuką erotyczną, współżycie oralne, waginalne i analne. „Nie interesuje mnie to, co ze swoim życiem seksualnym robią ludzie dorośli. Jestem jednak po stronie dzieci i tego typu podręcznikowe instrukcje bardzo mnie martwią” – pisze Meg Meeker w książce Mocni ojcowie. Mocne córki. 10 sekretów ojcostwa (wyd. polskie w tłumaczeniu Michała i Katarzyny Głowackich, Wydawnictwo M, Kraków 2012). Dlaczego martwią? Oto argumenty, które warto przeanalizować również w kontekście dyskusji na temat edukacji seksualnej od przedszkola, proponowanej podczas konferencji poświęconej prezentacji „standardów edukacji seksualnej w Europie", które WHO opracowało z niemieckim Federalnym Biurem ds. Edukacji Zdrowotnej, a organizowanej między innymi pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej:
Po pierwsze, zdaniem Meg Meeker, instrukcje prezentowane dzieciom i młodzieży niewiele mają wspólnego z wiedzą naukową. Dzieci bowiem mogą przenosić i przenoszą choroby weneryczne poprzez wzajemną masturbację i seks oralny. „Na przykład wirus herpes oraz wirus HPV (wirus brodawczaka ludzkiego) są przenoszone poprzez dotykanie dowolnych błon śluzowych”.
Po drugie, celem „wiedzy” przekazywanej przedszkolakom i uczniom jest – zdaniem amerykańskiej pediatry – normalizacja zachowań, które nie są normalne (np. fantazje seksualne czerpane ze zdjęć, filmów czy literatury pornograficznej, które dodatkowo mogą zawierać tajemnicze lub zakazane elementy).
Po trzecie, wskazówki i porady kierują dzieci w stronę zachowań, które nie są normalne w ich wieku.
Po czwarte, zalecenia amerykańskich programów rządowych dotyczących edukacji seksualnej, zdaniem Meg Meeker „zachęcają do praktyk (np. seks analny), które są same w sobie bardzo niebezpieczne”.
Po piąte, „mylące jest – najdelikatniej mówiąc – stwierdzenie o rzekomym braku wpływu tak poważnej i niebezpiecznej operacji (czyli aborcji) nie tylko na organizm i płodność dziewczyny, ale także na jej umysł i emocje”.
Jeśli kogoś nie przekonują argumenty, przytoczmy jeszcze za Meg Meeker niektóre liczby, które stoją w zupełnej sprzeczności z zapewnieniami, że edukacja seksualna równa się bezpieczny i odpowiedzialny seks:
-
Jedna piąta Amerykanów powyżej 12. roku życia ma narządy rodne zarażone wirusem herpes.
-
Ponad 40 proc. dziewcząt w wieku od 14 do 17 lat doświadcza niechcianego stosunku płciowego, głównie z powodu lęku przed gniewem swoich chłopaków.
-
Jeśli nastolatka miała czterech partnerów seksualnych i jej chłopak też miał cztery partnerki, oznacza to, że „współżyła” ona z piętnastoma osobami.
-
Corocznie odnotowuje się od pięciu do sześciu milionów nowych zakażeń wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV)
-
Jeśli dziewczyna zażywa doustne środki antykoncepcyjne przez ponad pięć lat, prawdopodobieństwo, że zachoruje na raka szyjki macicy, wzrasta czterokrotnie.
-
Aż 90 proc. osób zarażonych wirusem herpes typu 2 nie jest tego świadomych.
Te liczby mówią same za siebie. Zatem bez względu na to, co mówi dzisiejszy świat, jak bardzo ideologia gender wkrada się do życia naszego i naszych dzieci, zadaniem naszym, jako rodziców, jest ich ochrona przed negatywnymi treściami i negatywnymi zachowaniami. Jedyną drogą jest promocja wierności i miłości małżeńskiej opartej na fundamencie wiary w Jezusa Chrystusa: „Zwłaszcza ludzie dorastający i młodzi, którzy czują w swoim wnętrzu naglące wezwanie do miłości, muszą zostać wyzwoleni z rozpowszechnionego przesądu, że chrześcijaństwo z jego przykazaniami i zakazami, stawia zbyt wiele przeszkód na drodze przyjemności, jaką daje miłość, a zwłaszcza uniemożliwia ludziom pełne radowanie się szczęściem, które mężczyzna i kobieta znajdują we wzajemnej miłości. Przeciwnie, wiara i etyka chrześcijańska nie dążą do tłumienia miłości, ale uczynienia jej zdrową, silną i prawdziwie wolną: takie jest dokładnie nauczanie Dziesięciu Przykazań, które nie są listą kolejnych «nie», ale wielkim «tak» dla miłości i życia” (Benedykt XVI, Słowo do uczestników kongresu diecezji rzymskiej).
Małgorzata Terlikowska
