Kandydatów sporo, a mandatów jedynie 460, więc jest o co walczyć. A że trzeba się przebić, to jasne, więc i metody muszą być odpowiednie. Szkoda, że tak przewidywalne do bólu, jak reklamówka kandydata Zjednoczonej Lewicy, Dawida Mirowskiego.
Janusz Palikot swego czasu już się na tym pomyśle przejechał, niczym na skórce od banana. Antyklerykalizm rodem z Urbanowego „Nie” niekoniecznie przekonał Polaków. Dziś ugrupowanie Janusza Palikota powoli odpływa w przeszłość. Co lewicy nie przeszkadza lansować tych samych pomysłów. Skutek może być podobny, bo tak naprawdę ileż można odwoływać się do taniego antyklerykalizmu.
Fundamentem programu Zjednoczonej Lewicy jest świeckie państwo i zupełny rozdział państwa od Kościoła. Dlatego też reklamówki wyborcze skupiają się na tym zagadnieniu. Ot, choćby ta wspomnianego Dawida Mirowskiego.
Kandydat Mirowski ubrany w szaty biskupie ma być dowodem na pazerność i chciwość Kościoła. I tak ów pseudobiskup dziękuje za pieniądze na szkolne katechezy, które – według kandydata – można przekazać na edukację czy ochronę zdrowia. Wypowiada się o Funduszu Kościelnym, który szybko kandydat przeliczna na liczbę obiadów dla głodnych dzieci. W końcu jowialny biskup mówi, że za sakrament to co łaska, ale minimum 500 złotych. A 500 złotych to tyle co szkolna wyprawka – przekonuje Mirowski. I tylko te trzy kwoty mają przekonać, że Kościołowi żadne pieniądze od państwa i od korzystających z sakramentów się nie należą. O taki raj zadba już, a jakże, Zjednoczona Lewica.
Tyle że w swoim mało śmielszym żarcie kandydat nie zauważył, że na katechezę czy Fundusz Kościelny pieniądze idą w dużej mierze z podatków osób wierzących, których jednak w Polsce jest znacznie więcej niż zdeklarowanych ateistów. A ci przecież zamiast na religię mogą publiczne środki przeznaczać na lekcje etyki. Będzie sprawiedliwie. A „co łaska” za sakramenty – cóż, zdeklarowani lewicowcy jako ateiści raczej z sakramentów nie korzystają, to nie rozumiem ich oburzenia. No chyba że oficjalnie plują na Kościół, a po cichu idą ochrzcić dziecko czy biorą ślub sakramentalny, bo… co ludzie powiedzą.
Miał być śmieszny filmik pokazujący ciemną stronę Kościoła z pazernym biskupem w roli głównej, a wyszedł raczej smutny pokazujący co najwyżej ignorancję kandydata. Pomysł na występowanie w szatach biskupich też jest mało oryginalny, bo wcześniej przebrał się w nie „guru” lewicy, czyli Jerzy Urban i tak wystrojony występował nawet w programie telewizyjnym. Aż chciałoby się powiedzieć: Lewico, więcej kreatywności, bo to ciągle zaglądanie Kościołowi do portfela zrobiło się już naprawdę nudne.
Małgorzata Terlikowska
