Jedna ze słownikowych definicji normalności mówi, że jest to „życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów”. W świetle więc tej definicji znanym prawem i zwyczajem jest choćby małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny. Normalnością jest to, że ludzie się pobierają, a z ich związku rodzą się dzieci. Nie tylko jedno czy dwoje, ale także więcej (jeśli na przeszkodzie nie staną na przykład problemy zdrowotne). Czymś normalnym jest, że to kobiety rodzą dzieci, że chcą się spełniać w swoim macierzyństwie, że – szczególnie w pierwszym okresie życia – to one się dziećmi zajmują. Nie jest też niczym zdrożnym, że kobiety wycofują się z życia zawodowego, by móc prowadzić dom i wychowywać dzieci, a mężczyźni na ten dom zarabiają. Okazuje się, że to, co dla jednych jest jak najbardziej normalne, dające poczucie sensu i spełnienia, dla innych jest tzw. heteromatriksem, który jak najszybciej powinien zostać zdelegalizowany. A co w zamian? Co się komu żywnie podoba, wszelkie kombinacje dozwolone. Im bardziej pokręcone, tym lepiej.

Wydawałoby się, że czymś zupełnie normalnym jest też sytuacja, w której uszanowane jest prawo do życia KAŻDEGO człowieka, niezależnie od jego wieku czy etapu rozwoju. To jest normalność. Nie jest natomiast normalne, że o prawie do życia drugiego człowieka decyduje ktoś inny, w sposób jednak dość arbitralny. I wcale nie trzeba się w obronie tego prawa odwoływać do przesłanek religijnych. Normalności więc nie będzie, jeśli nie zaczniemy bronić tych wszystkich wartości, z którymi walczą feministki. Bo normalność proponowana przez te środowiska jest co najwyżej wypaczeniem normalności: „Chcemy, by w Polsce panowała europejska normalność” – pisze Anna Dryjanska w felietonie w „Wysokich Obcasach. Europejska, czyli jaka? Wiadomo, ta lepsza, cóż z tego, że będąca całkowitym przeciwieństwem wartości, na których Europa została zbudowana. Chodzi więc o to, „by dzieci i młodzież miały dostęp do prawdziwej wiedzy o swojej płciowości, a nie katechezy seksualnej. By kobiety i mężczyźni mieli realny dostęp do nowoczesnej antykoncepcji, a nie tylko jeśli mają kontakty lub grube portfele. By kobiety mogły przerwać niechcianą ciążę do 12. tygodnia bez podania powodu, bo to one wiedzą najlepiej, czy chcą być matkami. I nie muszą się tłumaczyć, czy przerywają ciążę dlatego, bo już mają tyle dzieci, ile planowały, czy dlatego, że chcą skończyć studia, czy może dlatego, że nie chcą się rozmnażać z gwałcicielem”. Normalne, bo europejskie jest zabijanie. Nienormalna jest – według tej logiki – ochrona społeczeństwa przed zabijaniem i jego skutkami psychologicznymi, społecznymi czy zdrowotnymi.

„Fanatycy chcą dokonać kolejnego rozbioru kobiecych ciał”, chcą uczynić z kobiet „maszynki do rodzenia” – grzmi dalej Anna Dryjańska w felietonie w „Wysokich Obcasach”. To wszystko dlatego, że środowiska pro-life walczą o prawo zakazujące aborcji. Nic, że to inicjatywa świeckich. Dla feministek to nic nieznaczący szczegół, bo one i tak swoje wiedzą: „Nie mamy w Polsce dziesięciu tysięcy centrów na rzecz praw kobiet, które dawałyby nam równą pozycję z parafiami lobbującymi w imieniu Watykanu za totalnym zakazem aborcji. Nie mamy miliardów z budżetu państwa, który drenuje Kościół. Nie mamy też sieci redakcji i tradycji ślepego posłuszeństwa”. Biedne te feministki. Już zapomniały, że mają za sobą wielkie koncerny farmaceutyczne, zarabiające miliardy złotych na promocji aborcji i antykoncepcji, wielkie redakcje, a także wielkie pieniądze, które płyną do środowisk feministycznych z Unii Europejskiej pod postacią rozmaitych grantów. Nie są wcale takie biedne, jak mogłoby się wydawać po lekturze wspomnianego felietonu.

Dlatego nie możemy odpuścić. Jeśli nie chcemy stracić wywalczonej normalności musimy być czujni i zwracać uwagę na najmniejsze nawet niuanse. Także te językowe. To bowiem pod płaszczykiem walki o prawa kobiet, pod płaszczykiem ich ratowania toczy się inna walka. Ta na śmierć i życie. Śmierć i życie tych najbardziej bezbronnych, które same nie potrafią o swoje prawa walczyć. To my jesteśmy ich adwokatami, to my ich bronimy przed tymi, którzy odmawiają im tego fundamentalnego prawa. Jak długo nie będzie pełnej ochrony życia, tak długo o normalności będziemy mogli tylko śnić.

 

Małgorzata Terlikowska