Syndrom postaborcyjny naznacza kobietę na całe życie, pozbawia ją radości, wpędza w poczucie winy i depresję. Jako rodzaj zaburzenia posttraumatycznego wywołanego przez stres syndrom ten został sklasyfikowany w 1981 roku przez Vincenta Rue. „Naukowcy, którzy analizowali zachowanie kobiet po upływie 8 miesięcy od dokonania aborcji, stwierdzili, że 44% z nich narzekało na zaburzenia nerwowe, 36% przeżywało doświadczenia związane z zaburzaniem snu, 31% żałowało podjętej decyzji, a 11% dostało leki od lekarzy pierwszego kontaktu (…) U kobiet, które poddały się aborcji, istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo hospitalizacji psychiatrycznej niż w innych przypadkach” – takie dane przytacza Benedetta Foà w książce Imię cierpienia. Żałoba po aborcji dziecka. Syndrom postaborcyjny nie jest wymysłem prolajferów, dotyka nie tylko katoliczki. Dotyka te kobiety, które pozwoliły unicestwić swoje dziecko.
Dziecko nie spada na kobietę niczym grom z jasnego nieba. Gdyby nie jej działanie (pomijam sytuację gwałtu), dziecka by nie było. A skoro jest, to nagle cały jej organizm zaczyna tak pracować, by mogło ono rosnąć i się rozwijać. Są co prawda kobiety, które o tym, że są w ciąży, dowiadują się w jej połowie. Ale to jednak margines przypadków. Znacząca większość kobiet wie niemal od początku, że „coś się dzieje w jej organizmie”. A dzieje się dlatego, że począł się nowy człowiek. Zmiany odczuwane przez nią są i na poziomie fizycznym (senność, zmęczenie), psychicznym (zmiany nastroju, wahania), hormonalnym. W organicznie zachodzi rewolucja. I nie jest tak, że nagłe przerwanie rozwijającego się życia nie pozostawia śladu. Boleśniejszy od bólu fizycznego towarzyszącemu aborcji jest ból psychiczny. Doświadcza go niemal trzy czwarte kobiet, które poddały się aborcji. „Aborcja, zwłaszcza jeśli została wykonana na życzenie, wywołuje silną reakcję mechanizmów obronnych, typowych dla nerwicy: wyparcia, racjonalizacji. Mechanizmy te są potrzebne kobiecie do usprawiedliwienia przed samą sobą tego, co zrobiła. W początkowym okresie dominuje poczucie ulgi: miałam problem i nie wiedziałam, jak go rozwiązać, a teraz już go nie mam. U wielu kobiet negacja faktu, że wyeliminowanym problemem było ich dziecko, może trwać nawet przez wiele lat. Ale niektóre kobiety czują się źle od razu po usunięciu ciąży; to tak jakby śmierć dziecka otworzyła im oczy na fakt, że ono wcześniej żyło, a teraz, z ich winy, już nie żyje. Ból fizyczny, odczuwany po tak inwazyjnej operacji, jaką jest aborcja, przechodzi w ból psychiczny i duchowy, a wtedy samopoczucie kobiety staje się naprawdę złe” – mówiła podczas szkolenia na temat psychicznych skutków aborcji B. Foà. Aborcji nie da się wymazać z psychiki kobiety. Nic takiego, jak „gumka terapeutyczna” nie istnieje. Ona wraca. Jak podaje prof. Maria Rys syndrom ujawnia się najczęściej około pięćdziesiątego, sześćdziesiątego roku życia, niemniej jednak nigdy nie wiadomo, w jakim momencie dana konkretna osoba doświadczy skutków zabicia nienarodzonego dziecka.
Istnieje dziś już szereg badań potwierdzających istnienie tzw. „syndromu poaborcyjnego”. Składa się na niego szereg rozmaitych objawów, które w mniejszym lub większym natężeniu są doświadczane przez kobiety. Amerykański Instytut Elliota opracował nawet ich listę. Na pierwszym miejscu znajduje się depresja, która przejawiać się może w obniżeniu nastroju, smutku, lęku, płaczu, poczuciu winy i wstydu. Kolejna sprawa to stany lękowe i związane z nimi przyjmowanie środków nasennych czy uspokajających, które mogą prowadzić do uzależnienia od tych substancji. Charakterystyczną cechą jest także złość – na partnera, rodziców, lekarzy. Jest grupa kobiet, która doświadcza wyłącznie negatywnych uczuć. Swoją złość, czy nawet agresję przejawiają w stosunku do dzieci czy choćby obrońców życia. Kobiety, które zgłaszają się na poaborcyjną terapię, zauważają u siebie także obsesyjne zachowania, nocne koszmary i zaburzenia snu. Często charakteryzują się one niską samooceną („Kobieta myśli o sobie, że nie jest już porządną dziewczyną, że nie zasługuje na to, aby była szczęśliwa i aby miała kolejne dziecko”). Inne problemy to choćby trudności w relacjach, zamykanie się w sobie, kłopoty w relacjach z żyjącymi lub przyszłymi dziećmi. Kobiety po aborcji doświadczają dysfunkcji seksualnych. Niektóre oddalają się od partnera, nie podejmują współżycia z obawy przed ciążą. Inne – z powodu niskiej samooceny czy pogardy do siebie samej – podejmują wiele swobodnych i nierozważnych kontaktów seksualnych. Z powodu aborcji i jej psychicznych skutków kobiety takie częściej trafiają na odziały psychiatryczne. B. Foà podaje, że „u kobiet, które poddały się aborcji, stwierdzono prawdopodobieństwo hospitalizacji na oddziale psychiatrycznym (w ciągu 90 dni od dokonania zabiegu) o 160% wyższe niżu kobiet, które urodziły”. I w końcu ostatnia sprawa – samobójstwa. Aborcja popycha kobiety do tego, że targają się na własne życie. Z badań przeprowadzonych w Finlandii, które przytacza B. Foà, wynika, że „u osób małoletnich, które dokonały aborcji, występuje sześć razy większe prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa niż u równolatek, które tej traumy nie doświadczyły”.
Choć najbardziej skutki aborcji odczuwa kobieta, to dostrzec można je w całej rodzinie. W wyniku przerwania ciąży ginie bowiem nie tylko dziecko, ale umiera związek, który łączył jego rodziców. Umiera macierzyństwo. Ale umiera także ojcostwo: „Gdy mężczyźni zdadzą sobie sprawę z tego, że to dziecko, którego już nie ma, było ich synem albo córką, wtedy zaczynają się czuć źle” – przekonuje terapeutka B. Foà. Z kolei Arthur Shostak w książce Men and abiortion pisze: „[Mężczyzni] mówili o zniszczonych relacjach, dysfunkcjach seksualnych, nienawiści do samego siebie, podejmowaniu ryzykownych zachowań, poczuciu bezsilności i poczuciu winy, depresji, rosnącej agresji, wściekłości, przemocy oraz uczuciach powiązanych z utratą ojcostwa”.. Foà wskazuje, że można wyróżnić dwa typy mężczyzn z aborcyjną traumą. Z jednej strony to mężczyźni ofiary, a z drugiej kaci. Warto przy tym wątku się zatrzymać, ponieważ zadaje on kłam lansowanemu hasłu, że w sprawie aborcji decyzja winna być po stronie kobiety. Dziecko jest obojga rodziców, nie można tego pomijać. Wielu mężczyzn bowiem nie wie, że zostało ojcami. To oni są ofiarami decyzji kobiety. Wielu z nich byłoby szczęśliwych ,gdyby dziecko się urodziło. Oto historia Marca: „(…) Widziałem i usłyszałem bicie serca mojego dziecka, i rozpłakałem się. Dla mnie było to wstrząsające i piękne doświadczenie. A ona spojrzała na mnie i zapytała: Dlaczego płaczesz? Robakom też bije serce. Upierała się, że dokona aborcji. Miała to zrobić podczas najbliższego weekendu. Dzień wcześniej zerwała ze mną. Szukałem informacji na temat moich praw do dziecka, ale odkryłem, że nie mam ich wcale. Jako ojcu nie przysługiwało mi żadne legalne prawo do ochrony mojego dziecka przed śmiercią spowodowaną przez lekarza (…) Dziewczyna była niewzruszona i kazała mi odejść”.
Drugi typ mężczyzn to kaci. Oni nie tylko zmuszają kobiety do aborcji, wywierają na niej silną presję, ale w konsekwencji je porzucają odchodzą. „W tej grupie mężczyzn konsekwencje aborcji dotyczą przede wszystkim ich poczucia odpowiedzialności seksualnej i ewentualnego świadomego ojcostwa. Jeśli kobieta może dokonać aborcji, to dlaczego mężczyzna miałby przyjąć odpowiedzialną postawę seksualną lub choćby zastosować jakiś środek ostrożności”. Wielu z nich przymusiło do aborcji wiele swoich partnerek.
Aborcja żyje w rodzinie, mimo że wszyscy próbują o niej zapomnieć, nikt tego tematu w domu nie porusza, a jednak dzieci potrafią w jakiś sposób wyczuć, że stało się coś dramatycznego. „Bardzo często rodziny, w których doświadczono aborcji, to są rodziny zimne emocjonalnie. To są rodziny, w których dzieci cierpią z powodu braku zaspokojenia podstawowych potrzeb – miłości, akceptacji, bezpieczeństwa. Dzieci w takich rodzinach nie są przytulane… Gdy rozmawia się z dziećmi kobiet, które dokonały aborcji, one często stawiają pytania, dlaczego w naszej rodzinie było tak zimno, tak obco? Dlaczego nie ceniono życia? Dzieci to wyczuwają, mimo że nie wiedzą o dramacie aborcji” – opowiada prof. Maria Ryś w książce Usunęłam. Wyznania aborcjoniostek.
Osoby zamieszane w dramat aborcji cierpią często także na płaszczyźnie duchowej. Doskonale wiedzą o tym spowiednicy, którzy w konfesjonale spotykają się z grzechem aborcji: „Duchowe konsekwencje aborcji są przede wszystkim takie, że osoby, które dopuściły się tego czynu, bardzo często nie mogąc wybaczyć sobie samym, nie dowierzają w Boże miłosierdzie. To znaczy, wydaje im się, że dla nich nie ma już ratunku, że nie można czegoś takiego przebaczyć” – opowiada ks. dr Dominik Koperski.
Aborcja przynosi tylko chwilową ulgę. Jeśli spojrzymy na to wydarzenie szerzej, zobaczymy jej destrukcyjne skutki. Bo aborcja to „największa na świecie zbrodnia biologiczna”. Ale o tym zwolennicy zabijania nienarodzonych dzieci konsekwentnie milczą.
Małgorzata Terlikowska
