O ileż ciekawiej byłoby, gdyby na synod pojechała „rodzina” złożona z gejów rozwodników. Ci dopiero wnieśliby powiew nowoczesności do dyskusji o tak skostniałej instytucji, jaką jest rodzina. Albo na przykład feministki. Te, choć rodzin nie mają, a dzieci się wręcz brzydzą, mają zawsze na ten temat dużo do powiedzenia. Aborcja, antykoncepcja, wolne związki – jest o czym dyskutować. Niestety, takie osoby zaproszenia od episkopatu nie dostały, w związku z tym muszą zademonstrować swoje niezadowolenie. W zamian rodzinę reprezentować będzie rodzina. I to już wystarczy, by liberalne media ochrzciły ją mianem „hamulcowych”.
Odkąd Episkopat ogłosił, że polskimi audytorami synodu będzie małżeństwo z Poznania, państwo Jadwiga i Jacek Pulikowscy, zaczęło się szczucie. Nie tylko autorstwa publicystów „Gazety Wyborczej”, ale też „Tygodnika Powszechnego”. Do rangi skandalu urósł bowiem fakt, że na synod jedzie rodzina. Mąż i żona. Kobieta i mężczyzna. Mama i tata kilkorga dzieci. Małżonkowie będący razem od trzydziestu lat.
Chór panien i rozwodników począł się zastanawiać, co Pulikowscy wiedzą o małżeństwie, skoro głoszą, ich zdaniem, anachroniczne poglądy. Jakie? Że kobieta jest sercem domu, że jest powołana do dawania życia, że macierzyństwo jest istotną składową jej życia, jest wręcz jej spełnieniem, że małżeństwo to na zawsze, że nie ma miejsca na rozwód. Poglądy jak najbardziej zgodne z nauką Kościoła, z tym co od dziesiątek lat głosi choćby Wanda Półtawska, czy głosił Jan Paweł II. Kto choć raz miał przyjemność słuchać państwa Pulikowskich, kiedy świadczyli o małżeństwie, mógł się przekonać, że to rzeczywistość, która wypełnia całe ich życie. W świecie, który odżegnuje się od trwałych wartości, a dzieci traktuje się podmiotowo jako projekt, mają oni odwagę mówić o tym, co jest naprawdę ważne i potrzebne do zbudowania trwałego małżeństwa. Jako doświadczeni rekolekcjoniści spotykają się oni od lat z narzeczonymi i małżonkami, by dzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem, i miłością.
„Gazeta Wyborcza” piórem Katarzyny Wiśniewskiej zaatakowała właśnie Jadwigę Pulikowską, bo ta głosi poglądy inne niż „Gazeta Wyborcza”. To już stary, sprawdzony sposób. Jeśli nie można dyskutować z argumentami i poglądami, to trzeba obśmiać osobę, która dane poglądy głosi. A jeśli są to na dodatek poglądy sprzeczne z tymi promowanymi przez ów dziennik, to tym gorzej. Na pewno litości nie będzie. Dziennikarze tej gazety do perfekcji opanowali już metodę polegającą na wyrwaniu kilku cytatów z kontekstu, do tego odautorski komentarz i już czytelnicy wiedzą, co na dany temat myśleć. I właśnie tak zrobiła Katarzyna Wiśniewska. Wybrała trzy cytaty na krzyż z wystąpień państwa Pulikowskich i przystąpiła do ataku, zacierając z radości łapki, jakie to śmieszne poglądy ci katolicy głoszą. Dziennikarce nie podoba się też fakt, że Jadwiga Pulikowska pracuje jako doradca rodzinny, wykładowca, naucza metod rozpoznawania płodności. Jednym słowem jest praktykiem. Na co dzień pomaga więc małżeństwom, zna ich problemy, pomaga je rozwiązywać, a przy tym ratować będące w kryzysie związki. Jakoś tylko Wiśniewska tylko mimochodem przypomniała, że Jadwiga Pulikowska to także doktor biochemii. Kobieta wykształcona i doświadczona. I spełniona.
Ataki ze strony liberalnych mediów są tylko dowodem na to, że polscy przedstawiciele zostali wybrani słusznie. Nie będą więc żadnymi hamulcowymi, tylko odważnymi świadkami miłości małżeńskiej i rodzinnej. Oparta na Tradycji i Piśmie Świętym nauka o małżeństwie i rodzinie to naprawdę mocny fundament życia rodzinnego. Majstrowanie przy nim może jedynie doprowadzić do katastrofy. Synod rodzinę pewien wzmacniać, a nie rozmywać jej rolę i znaczenie. Dlatego życzę państwu Pulikowskim wytrwałości w niestrudzonym głoszeniu prawdy o życiu rodzinnym. A dopóki audytorów wskazuje Kościół, a nie „Gazeta Wybiorcza”, jest pewność, że przeciwko nauce Kościoła występować oni nie będą (w odróżnieniu od publicystek z Czerskiej).
Małgorzata Terlikowska
