Mechanizm dopingu…

Przy bardzo smutnej okazji „wpadek” dopingowych – budzą się nie tyle demony, co pojawiają straszne bzdury w mediach. Każdy staje się „ekspertem” od treningu i dopingu. Informacje mieszają się z teoriami spiskowymi.

Czuję się więc, jako człowiek który trochę wie o sporcie, zobowiązany napisać kilka zdań.

Przede wszystkim o pewnej hierarchii i związanych z nią obowiązkach, o których zapomniano, gdy ukazała się informacja dotycząca polskiego ciężarowca Tomasza Zielińskiego. Prezes polskiej misji olimpijskiej (specjalnie piszę małą literą) pan Andrzej Kraśnicki – od razu, od pierwszych wypowiedzi – uznał Tomasza Zielińskiego za winnego. Nawet przed ogłoszeniem wyniku badania próbki „B”.

Moim zdaniem jest to skandal i prezes powinien od razu podać się do dymisji. Sportowiec, reprezentant Polski to jego „żołnierz”, którego ma bronić do ostatniej kropli krwi. On jest „dowódcą”, który ma do końca uznawać swojego podwładnego za czystego. Powinien z całych sił zadbać o pomoc dla sportowca, zapewnienie mu możliwości obrony, a nie do razu umywać ręce!

Szef misji olimpijskiej pełni rolę „ambasadora” Polski na Igrzyskach! To zobowiązuje!

W podobnie kompromitujący sposób „zdradził” zawodnika prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów Szymon Kołecki. To jest wręcz szokujące, szczególnie że nie jest to prezes „malowany” a były zawodnik i kolega Zielińskiego.

Wyobraźcie sobie, Szanowni Czytelnicy, że gdzieś za granicą nasz rodak jest zatrzymany pod zarzutem np. kradzieży, a ambasador – zamiast mu pomagać – mówi w mediach, że Polak jest winny i nie bierze pod uwagę omyłki.

W przypadku badań antydopingowych przed Igrzyskami w Rio oraz w samej wiosce olimpijskiej – możliwości pomyłek było i jest wiele.

Brat oskarżonego ciężarowca – Adrian Zieliński – powiedział w emocjach, że Brazylia to „trzeci świat”. Ma wiele racji. Zabłąkana kula w namiocie prasowym, ostrzelany autobus dziennikarzy, gnijąca woda w basenie, niezabezpieczone krawężniki na trasie kolarskiej, brud i smród w mieszkaniach sportowców – tego już się dowiedzieliśmy. A ile jeszcze takich spraw wyjdzie?

W każdym razie „przeciążenie” laboratoriów przed igrzyskami (sprawa badań rosyjskich sportowców) oraz słabości technologiczne w samej Brazylii – muszą wręcz dawać powody do kwestionowania wyników i żądania innej formy ostatecznej weryfikacji.

W sprawie dopingu naszych ciężarowców wiele grzechów mają media. Używanie określeń, że zawodnik, zaprzeczając „szedł w zaparte” z góry stawia go w szeregu z przestępcami, z kryminalistami. Wystąpienia publiczne redaktora naczelnego Przeglądu Sportowego, innej polskojęzycznej prasy i ludzi z TVN są po prostu atakiem na Polskę i Polaków!

Dziś (11 sierpnia 2016) od rana, w TVN trwa kolejna odsłona nagonki. Przemawia wiceminister sportu, ktoś z komisji do zwalczania dopingu w sporcie, dyrektor Instytutu Sportu… Mówią, jak bardzo doskonała jest aparatura.

Zapomnieli – wszyscy – o tym, że istnieje jeszcze Sportowy Sąd Arbitrażowy w Lozannie! Zapominają, że Tomasz Zieliński zapowiedział wystąpienie na drogę sądową! Tomasz twierdzi, że albo zaszła pomyłka, albo „ktoś podłożył mu świnię”!

Każdy! Każdy, nawet najgorszy przestępca, nie może zostać uznany za winnego, zanim nie zostaną wyczerpane wszystkie odwołania i procedury!

Mam nadzieję, że to co spotkało Tomasza Zielińskiego okaże się koszmarnym snem i zostanie wyjaśnione.

Kolejna metoda nagonki!

Kolejna metoda nagonki polega na wrabianiu ludziom, kibicom, że stosując doping – sportowiec „idzie na skróty”. To mit! Doping farmakologiczny – pozwala na wykonywanie znacznie cięższej pracy (objętości i intensywności) niż bez dopingu. Ten – pogardzany – dopingowicz pracuje ciężej, znacznie ciężej, niż zawodnicy „czyści”.

Skażone suplementy!

Kolejny mit to „sterydy w suplementach”. Tworzenie obrazu zawodnika, który stosuje legalne suplementy, a w nich są niedozwolone środki! Wiele osób tego nie rozumie. Sprawa wygląda tak, że faktycznie niektóre firmy mogą dodawać do suplementów niedozwolony doping. Dlaczego? Po prostu 99% osób stosujących suplementy to amatorzy, którzy nigdy nie będą badani. Ponieważ działanie suplementów jest (oględnie pisząc) niewielkie – producenci chcą je w ten sposób „wzmocnić”. Inaczej klienci nie kupowaliby kolejnych puszek i wiaderek!

Rzetelność!

Dziś, na konferencji prasowej, wynosi się pod niebiosa rzetelność polskich badań antydopingowych. Pozwolę sobie to zakwestionować! We wrześniu 2013 roku, nasza polska komisja antydopingowa chciała z całą powagą przebadać dwóch uczestników gali Mieszanych Sztuk Walki w Pruszkowie. Trzeba Państwu wiedzieć, że Mieszane Sztuki Walki nie są przez ministerstwo sportu uznawane za sport! Kontrola, jak się dowiedziałem, została wykonana na polecenie byłej minister Muchy. Miała na celu – UWAGA! - sprawdzenie „zagrożenia dopingiem młodych zawodników MMA”. Aby zrealizować ten cel przebadano dwóch weteranów! Dwóch sportowców, którzy nigdy wcześniej nie walczyli w MMA! Jednym z nich był tragicznie zmarły w 2015 roku Józef Warchoł. Drugim, zapewne znany czytelnikom Fronda.pl Kamil Bazelak.

Tak oto – celnie i profesjonalnie – działała nasza kontrola antydopingowa.

Sterydy w pasztecie!

Wielu zawodników tłumaczy się, że niedozwolony doping został im podany w jedzeniu. Wiele osób daje temu wiarę. Pytam więc, jak można podać dawkę zakazanego środka do jedzenia, gdy na większości zgrupowań mamy posiłki podawane w formie szwedzkiego stołu.

Reasumując!

Sprawa nie jest do końca jednoznaczna! Moim zdaniem wszyscy ludzie sportu w Polsce powinni stać murem za Tomaszem Zielińskim, aż do całkowitego orzeczenia jego winy. Inaczej kompromitują Polskę, polski sport i samych siebie!

Pamiętajmy, że Światowa Agencja Antydopingowa jest organizacją międzynarodową. A my – jesteśmy Polakami! Nie powinniśmy donosić na Polskę do jakiejś komisji gondolierów z Wenecji ani stawać po stronie „obcych” przeciwko naszym! Dla mnie to oczywiste, ale jak widać dla wielu nie jest to „automatyczny” odruch. Szkoda!

Piotr Szymanowski