Cały tydzień mija pod znakiem tęczy. Najpierw zaczęło się od prof. Krystyny Pawłowicz, która po prostu wyraziła swoje zdanie na temat związków osób homoseksualnych. Nic w  tym dziwnego. W końcu pani poseł nigdy nie ukrywała swojego zdania, a cięty, polemiczny język stanowi jej znak rozpoznawczy od dawna. Mimo to, od razu znalazło się całe stado guwernerów dobrego smaku, których nic tak nie bulwersuje, jak wyrażenie opinii zgodnej z własnym sumieniem.

 

Po prawdziwej kobiecie przyszedł czas na kobietę... Hm, z cechami żeńskimi nabytymi? Chyba można tak powiedzieć. I wałkowanie problemu, czy Ruch Palikota da jej rekomendację. Spory jałowie, bo od początku było wiadome, że Palikot nie pogardzi możliwością włożenia takiego kija w mrowisko, a niewątpliwie namaszczenie transseksualisty do pełnienia funkcji wicemarszałka Sejmu jest najlepszą formą prowokacji politycznej.

 

Tyle, że dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie dziś w Brukseli ministrowie: rozwoju regionalnego - Elżbieta Bieńkowska i transportu - Sławomir Nowak będą musieli powalczyć o odblokowanie unijnych funduszy na drogi, mówiąc dosadnie: o trzy i pół miliarda złotych. Komisja wstrzymała bowiem wypłatę środków na wieść o tzw. zmowie cenowej. 

 

I co teraz? Czy Nowak będzie równie radykalny i nieugięty, jak w przypadku fotoradarów? Rzuci się po unijny sejf z etykietką "Poland" niczym Rejtam na obrazie Matejki? Pewnie nie. W końcu nie musi. Mainstream umiejętnie skierował uwagę na tematy tęczowe, więc i trema ministra Nowaka będzie mniejsza.

 

W końcu społeczeństwo, które rajcuje disco polo, ma inne priorytety.

 

Aleksander Majewski