Chociaż według telewizji Foxnews, Donaldowi Trumpowi pozostało zdobycie jeszcze 16 głosów elektorskich, można już z całą pewnością powiedzieć, że to on będzie 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Do końca ważyły się losy zwycięstwa ale miliarder był pewny swego. Amerykański establishment dwoił się i troił, aby zachować swoje status quo. Byliśmy świadkami podobnych zabiegów, jak w Polsce, gdy skompromitowani politycy na scenę wciągali rozmaite autorytety medialne, gwiazdki showbiznesu czy wspierali siebie nawzajem.
Nie pomogło. Nie pomogła chęć, aby wszystko było po staremu. Przedstawianie Clinton jako tej niosącej światło postępu, kobiety, która miała przeciwstawiać się Putinowi, biseksualistki, przyjaciółki czarnych, mniejszości i w ogóle całej ziemi.
Wygrał populista, człowiek spoza układu, ten który ucieleśnia american dream, biznesmen, człowiek sukcesu ze skóry i kości, takich kocha Ameryka. Trump nie przebierał w słowach, walił jak obuchem, był daleki od poprawności politycznej, nieprzewidywalny i pewnie dlatego zwyciężył.
Trudno też wieścić, co przyniesie światu prezydentura Trumpa. To po prostu kolejny prezydent USA, z którym trzeba się dogadać. Republikanie mają teraz większość w Kongresie i swojego człowieka w Białym Domu. Tylko, czy to rzeczywiście ich człowiek? Rewolucja czeka pewnie także partię. Trump z pewnością zemści się na tych prominentnych politykach, którzy w trakcie kampanii wycofali dlań swe poparcie.
Co nowe rozdanie przyniesie dla Europy i Polski? Europa będzie od teraz musiała polegać na samej sobie, obudzić się z ponad półwiecznego snu o dobrobycie i wiecznym pokoju. Jeśli sprawdzą się prognozy o izolacjonizmie Ameryki, Unia będzie musiała sama zadbać o swoje bezpieczeństwo, jeśli chodzi o walkę z terroryzmem, czy zagrożeniem ze Wschodu.
Niewiadomą jest stosunek Trumpa do Rosji. Trump przypomina trochę Silvio Berlusconiego z jego niewyparzonym językiem i nie wiadomo do końca, czy jego prorosyjskość była wyłącznie elementem kampanii, czy jest realna. Równie prawdopodobne jest podgrzewanie konfliktów międzynarodowych przez lobby zbrojeniowe czy armię.
Nie oszukujmy się, Trump nie będzie samodzielny. Ktoś zupełnie zielony politycznie, będzie narzędziem w rękach generałów, lobby przemysłowego czy choćby służb. FBI przyczyniło się do zwycięstwa Trumpa wyciągając aferę e-mailową Clinton i z pewnością będzie żądało czegoś w zamian.
A Polska? Nie jestem pewien czy Trump wie, gdzie dokładnie leży Polska. Dla kogoś kto jest pragmatykiem i kieruje się wyłącznie logiką zysku, sprawy ideologiczne zejdą na dalszy plan. On będzie robił wyłącznie to, co jest korzystne dla niego, jego rodziny, popleczników, biznesu, Ameryki, a dopiero potem będzie rozglądało się, jakie to będzie miało konsekwencje na arenie międzynarodowej.
Na szczęście politycy nie rządzą sami, ale głównie przez swych doradców. Pozostaje mieć nadzieję, całkiem realną, że Trump dobierze sobie dużo lepszych współpracowników niż tych, których miał przez ostatnie lata Barack Obama.
Tomasz Teluk
