Jak nietrudno się domyślić, po zwycięstwie Donalda Trumpa, rozpętała się giełdowa histeria. Tanieją wszystkie indeksy, instrumenty pochodne i waluty krajów, które mogą stracić w wyniku takiego rozdania.

 

Panika na rynkach występuje wówczas, gdy realizuje się scenariusz, który wymyka się schematowi. Pada wówczas sieć biznesowych, towarzyskich i gospodarczych powiązań, które miały zapewniać beneficjantom bezpieczne zyski na długie lata. Na takie sytuacji zyskują spekulanci, którzy pewnie przez najbliższe tygodnie będą skupowali taniejące ponad rozsądek aktywa.

Jak donosi CNN największa przecena dotyka meksykańskie peso. Trump zapowiadał nie tylko zamknięcie granicy ze swoim południowym sąsiadem, ale wypowiedzenie umowy o wolnym handlu z tym krajem. Taniejąca waluta jest najsłabsza od dwóch dekad. Handel z USA to niemal 80 proc. meksykańskiego eksportu.

Tanieje także dolar, więc może to dobry czas na inwestycje w tę walutę, bowiem trudno sądzić, że gospodarka USA straci na wyniku bieżących wyborów. Zyskuje złoto, jak zawsze w nieprzewidywalnych czasach, ale tanieje ropa, co może zwiastować mimo wszystko pewien optymizm, co do rozwoju sytuacji.

Na łeb na szyję lecą z kolei giełdy. Japoński Nikkei traci 5 proc., podobnie jak inne azjatyckie rynki. Tracą także kontrakty na amerykańskie indeksy. Handel nimi został wstrzymany, gdyż spadki przekroczyły dopuszczalne limity.

Polski złoty umacniał się rano w stosunku do dolara, ale waluty z rynków krajów rozwijających się zwykle tracą w wyniku takich perturbacji. Złoty straci zapewne do umacniających się euro i franka szwajcarskiego, mimo, że rząd Szwajcarii zapowiadał interwencję na rynku przeciw umacnianiu się swej waluty.

Co więc mają robić ci, którzy pokładają swoją nadzieję w pieniądzu? Najlepiej nic, przeczekać, ewentualnie inwestując w aktywa, które tracą swą wartość ponad realną wycenę. Gdy świat ochłonie i przetrawi nową sytuację, wszystko wróci do normy.

Tomasz Teluk