Dzisiaj, gdy Platforma Obywatelska traci wpływ TK, pozostaje już tylko krzyczeć, że kolejne ustawy uchwalane przez parlament są „niekonstytucyjne”. „Niekonstytucyjny” to słowo-klucz, obecne niemal na każdej konferencji prasowej sfrustrowanych przedstawicieli PO.

Gdy coś nie podoba się opozycji, gdy traci ona kolejny obszar wpływów, zapewne jest to „niekonstytucyjne”. Posłowie Platformy Obywatelskiej mają bardzo krótką pamięć, ale na szczęście szare komórki nie szwankują jeszcze wyborcom, którzy doskonale pamiętają, co wyrabiała PO przez ostatnie lata.

Politycy opozycji szturmują europejskie salony, krzycząc, że w kraju łamana jest wolność słowa, podczas, gdy żadnemu z krytyków obecnej władzy nie spadł włos z głowy. Tymczasem dobrze pamiętamy, gdy na wniosek prokuratury sąd pierwszej instancji skazał na rok i trzy miesiące więzienia internautę, który prowadził stronę Antykomor.

Wśród wrzawy o nowej ustawie medialnej wtórowała zaś posłanka Śledzińska-Katarasińska, piszcząc, że wraca czas, jak za komuny, gdy istniał wydział cenzury, a wszystkie decyzje o obsadzie mediów podejmowała PZPR. Posłanka pamięta te czasy bardzo dobrze, bo od 1972-1981 r. należała do PZPR, wraz z mężem pracując w „Dzienniku Łódzkim” i „Głosie Robotniczym” (organie prasowym KW PZPR w Łodzi). Dobrze więc pamięta, kto i kogo obsadzał. 

No, ale oczywiście jest wojna i wszystkie chwyty dozwolone, bo chodzi o przede wszystkim o Trybunał Konstytucyjny, ten sam, który pozbawił Polaków oszczędności w OFE. Skoro jednak tyle rzeczy jest „niekonstytucyjne” (oprócz Trybunału), to pozostaje w zasadzie jedyne rozwiązanie. Aby wszystko stało się „konstytucyjne”, trzeba w końcu zmienić samą konstytucję.

Tomasz Teluk