Platforma stara się desperacko odbudować zaufanie wyborców. Premier Kopaczowa sięgnęła więc po osoby, które mają podreperować mocno nadszarpnięty wizerunek ugrupowania. Nowa układanka powstawała przy czynnym udziale prezydenta Komorowskiego, który ustępując stara się jak może pomóc kolegom z PO.

Zaskoczeniem jest kandydatura byłego ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego jako koordynatora służb specjalnych. Biernacki jest jednym z najbardziej konserwatywnych w konserwatywnej frakcji PO, który dotąd nie chciał współpracować z Ewą Kopacz, głównie wskutek różnic światopoglądowych.

Doskonała ze względów wizerunkowych jest także nominacja na ministra zdrowia, którym został znany kardiochirurg prof. Maciej Zembala. Zembala jest świetnym specjalistą, dobrym człowiekiem i sprawnym menedżerem, który zapewne po 4 miesiącach użyczenia swojego autorytetu powróci do kierowania Śląskim Centrum Chorób Serca.

Reszta nominacji to dublerzy, drugi szereg posłów. Tyle od strony wizerunkowej, a co poza tym? Wydaje się, że szybkie powołanie do rządu Biernackiego i Zembali nie pomogą tonącej Platformie. Ani Biernacki nie uzdrowi służb specjalnych, ani Zembala nie zlikwiduje kolejek do lekarzy. Ich przystąpienie do współpracy z Ewą Kopacz jest więc wielce ryzykowne dla nowych ministrów.

Faktycznie nie jest to żadna rekonstrukcja rady ministrów, lecz jedynie załatanie dziury po bombie, która wybuchła wskutek afery taśmowej i podkopała fundamenty walącego się rządu. Jak się można spodziewać, to nie koniec kłopotów Platformy, bo do wyborów jeszcze daleko, a amunicji w sztabach wyborczych zapewne nie brakuje.

Tomasz Teluk