Zamiast uderzać we wzniosłe tony, odchodzący w niebyt funkcjonariusze medialni (bo ilu ich pomieści Wyborcza czy Newsweek?), powinni grać coś karnawałowego np. „Mniej niż zero!”.

 

Zmiana władzy doprowadziła do nieoczekiwanych i niekontrolowanych ataków patriotyzmu u tych, dla których przyznawanie się do narodowych symboli, jeszcze niedawno uważane było za obciach, siarę i wiochę.

 

Z zażenowaniem opinia publiczna przygląda się kolejnemu przedstawieniu, w którym narodowe symbole traktuje się w sposób instrumentalny. Oto Kamil Dąbrowa – dyrektor radiowej „Jedynki”, co godzinę protestuje przeciw prawdopodobnemu zwolnieniu jego osoby, nadając Mazurek Dąbrowskiego na przemian z Odą do Radości.

 

Dyrektorowi państwowego radia nie podoba się to, że straci pracę. Jego protest ma charakter polityczny, gdyż nawiązuje do symboli polsko-europejskich, które z premedytacją są wykorzystywane przez KOD. Nie chodzi o żadną ustawę. Chodzi o prywatę. Kolesie tracą pracę. To wszystko.

 

Dlatego wykorzystywanie hymnu państwowego, który gra się w wyjątkowych okolicznościach jest nadużyciem. Odchodzący funkcjonariusze medialni powinni postarać się o większe poczucie humoru i zaproponować swoim słuchaczom coś bardziej odpowiedniego.

 

Dlaczego podczas ostatnich wyborów prezydenckich nie grano „To ostatnia niedziela” Mieczysława Fogga, albo „Nie płacz Ewka” Perfectu podczas parlamentarnych? Czy z takich samych powodów na cenzorską listę trafiły obecnie: „Nasz ostatni taniec” – Lombardu czy „Żegnaj baj baj” Boltera?

 

A przecież jest tyle pięknych szlagierów, które mogłyby non-stop lecieć z komputera, bardziej stosownych do obecnych czasów. Na przykład: „Mniej niż zero!” Lady Pank, „Nie płacz kiedy odjadę” Marino Marini oraz „Już pożegnania nadszedł czas…”. Dlaczego powyższych hitów nie usłyszymy w radiu w ciągu następnych tygodni? Staje się to całkowicie zrozumiałe.

 

Tomasz Teluk