Jeszcze Polska nie zginęła!
Czytając dzisiejszą prasę, mam wrażenie, że większość dziennikarzy nie była wczoraj na Krakowskim Przedmieściu, a ci co byli, znaleźli się tam z przymusu, albo nie do końca na trzeźwo.
Godzina 8.41, 6. rocznica katastrofy. Za chwilę skończy się Msza Św. w intencji ofiar. Czekamy w tłumie przy smoleńskim Krzyżu. Całą rodziną, z dziećmi przyjaciół. Obok mnie Stefan Hambura, pełnomocnik rodzin ofiar. Podbiega do nas dziennikarka Onetu z kamerą – grzecznie odmawiamy. Z tyłu sfrustrowany dziennikarz Polsatu, z nim także nie chce nikt rozmawiać. Milczy, gdy tłum modli się słowami Ojcze Nasz za ofiary katastrofy.
Zgromadzeni śpiewają hymn Polski. Chłopcy ściągają czapki, mimo, że zimno, mży. To dla nich praktyczna lekcja patriotyzmu. Imponują im żołnierze z kompanii honorowej. Gdy wymieniane są nazwiska tych, co zginęli, łzy same cisną się do oczu. Kapłan intonuje modlitwę Zdrowaś Mario – za Ojczyznę.
Tam, pod Pałacem Prezydenckim, czuć było ducha wspólnoty. Obchody katastrofy miałby być przez ostanie lata przymusowo przemilczane. Jednak ludzie potrzebują jedności, aby przypomnieć sobie, że są wartości, które ich łączą.
Powiewają biało-czerwone sztandary. Ma się poczucie, że nasz kraj jest mocny siłą własnego narodu. Skoro Warszawa zdołała się podnieść z ruin cegła po cegle, tak samo nasz kraj odbuduje się po smoleńskiej klęsce prędzej czy później.
„Tak rodzi się faszyzm. Wiedzie Polaków ku zgubie” – napisała Wyborcza.pl. Osobiście pod Pałacem Prezydenckim faszystów nie widziałem. Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, aby w modlitewnych obchodach upamiętniających tę największą tragedię w nowożytnej historii Polski zobaczyć płonące zarzewie totalitaryzmu.
Tomasz Teluk
