Dziś unijna debata o sytuacji w Polsce. Za zamkniętymi drzwiami. To budzi jak najgorsze skojarzenia. Dyskusja powinna być transparentna dla obywateli.
Komisja Europejska będzie dziś debatowała o zmianach politycznych w naszym kraju. Dyskusja odbędzie się po części na żądanie opozycji i aktywizacji przychylnym ich europosłów, głównie z Niemiec. W założeniu interwencja Brukseli miała wzmocnić pozycję polityczną opozycji w kraju.
Plan się jednak nie powiódł. Podczas, gdy tygodniami w TVN i Wyborczej straszono, że wyrzucą nas z Unii i zakręcą kurek z kasą, będzie wszczęta procedura kontroli praworządności i wprowadzone sankcje gospodarcze, nic takiego nie mogło mieć miejsca.
Wezwany na dywanik niemiecki ambasador przyznał, że „relacje z Polską to skarb”. Niemieccy komisarze dostali poważną reprymendę od Jean-Claude’a Junckera, a rzecznik UE wyjaśnił, że nigdy nie było mowy o żadnych represjach skierowanych w nasz kraj.
Fakty są więc takie, że walka o prawdę, niepozwalanie sobie na ingerencje w wewnętrzne sprawy, przynoszą większe korzyści ojczyźnie niż polityka uległości, miłości i ciepłej wody w kranie. Dotarło to w końcu politycy opozycji, którzy po spotkaniu z panią premier zrozumieli, że zgoda będzie lepsza dla kraju, niż brnięcie w konflikt, którego wynik z góry jest przesądzony.
Formalnie dyskusja będzie prowadzona w kwestii nowych ustaw dotyczących funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego i mediów. Jednak po uznaniu nowych sędziów przez prezesa TK sprawa jest właściwie zamknięta. To samo dotyczy zmian w mediach narodowych, które po każdym przejęciu władzy przebiegają analogicznie.
Rozmowy poprowadzi Frans Tmmermans a stanowisko Polski będzie przedstawiała Beata Szydło. Tak więc, mimo histerycznego tonu wypowiedzi niektórych niemieckich polityków i manipulacjom niemieckich mediów, niczego złego nie należy się spodziewać. Politycy są zaproszeni do Polski, aby zapoznać się naocznie z bieżącą sytuacją.
Jean-Claude Juncker już wcześniej oświadczył, że nie ma żadnego problemu z Polską i przywołał do porządku tych polityków, których wypowiedzi świadczą o osobistej niechęci do naszego kraju. Opozycja zaś powinna raz na zawsze zrozumieć, że należy za wszelką cenę dążyć do zgony narodowej, niż wykorzystywać zagranicznych sojuszników do zaogniania różnic politycznych w ojczyźnie.
Jest jednak niezrozumiałe, dlaczego dyskusja toczy się za zamkniętymi drzwiami. Obywatele chcieliby zapewne poznać motywy i argumenty, które skłoniły niemieckich polityków do tak bezpardonowych ataków na Polskę.
Tomasz Teluk
