Katolicki kraj, już tylko nominalnie, przeciera oczy ze zdumienia. Ubrane na czarno kobiety, nierzadko z dziećmi, często w sposób wulgarny i obcesowy, domagają się swobodnego mordowania nienarodzonych.
Demonstracje, mające podtekst polityczny wzmocniony manipulacjami, zgodnie z którymi „rząd chce wsadzać do więzienia na 5 lat za poronienie” (artykuły z tego typu tezami ukazywały się również w prasie zagranicznej), zgromadziły tłumy kobiet, przeważnie młodych i w średnim wieku. Do protestów dołączyła się także cywilizacja śmierci z innych krajów, które stale wywierają presję na Polskę, aby porzuciła swoje korzenie i aby podążała drogą eugeniki, eutanazji, gender i LBGT.
Polityka nie jest tu jednak najważniejsza. Najbardziej istotne według mnie jest to, że protesty poparło sporo kobiet, które na codzień określają się jako osoby wierzące. Unaocznia to fakt, że Polacy już dawno odrzucili nauczanie Kościoła Katolickiego w kwestiach seksualności. Zanegowali zarówno przełomową encyklikę Pawła VI Humanae Vitae, jak i nauczanie św. Jana Pawła II czy Franciszka, którzy w sposób jednoznaczny odrzucili nie tylko aborcję, ale także stosowanie sztucznej antykoncepcji.
Trzeba powiedzieć jasno - gdy w tygodniu na ulicach gromadzą się tłumy dziewcząt i kobiet, które domagają się prawa do mordowania swoich dzieci, jeśli przyjdzie im na to ochota, a w niedzielę spotkają się one w kościele, to polski katolicyzm istnieje tylko na papierze i w gruncie rzeczy go nie ma, a jeśli jest - to fasadowy. Zjawisko pokazuje przerażającą skalę apostazji i dechrystianizacji kraju.
Polki poszły za tym, co mówi dzisiaj świat. Traktują swoją seksualność w sposób bardzo płytki, hedonistyczny, instrumentalny. Nie istnieje jakaś głębsza refleksja nad powołaniem kobiety do świętości i realizowania tego powołania w byciu żona i matką. Katastrofa demograficzna w naszym kraju jest rezultatem realizowania kolejnych postulatów równościowych, emancypacyjnych i feministycznych.
W jednym strategicznych dokumentów globalnych elit, mającym na celu zniszczenie tradycyjnej rodziny, podstawowym postulatem był przecież ten zachęcający kobiety do podejmowania pracy zawodowej. Gdy kobieta ma robić karierę, ciąża, a szczególnie ta, gdy dziecko może urodzić się niepełnosprawne, traktowana jest jako choroba, przeszkoda, którą trzeba usunąć za wszelką cenę.
Nie jest to tylko problem ekonomiczny i socjalny, ale przede wszystkim moralny. Gdy następuje całkowite uśpienie sumienia, nie pomoże już żadne 500 +.
Tomasz Teluk
