Instrukcja „polskiego Majdanu” zamieszczona przez redaktora naczelnego niemieckiego Forbesa Michała Broniatowskiego, jest dowodem na to, że dziennikarze nie tyle cierpią na brak wolności, co czynnie angażują się w politykę.
Wydarzenia ostatnich dni pokazały nam po raz kolejny prawdziwą twarz resortowego dziennikarstwa. Jednymi z najbardziej aktywnych na weekendowych demonstracjach byli Monika Olejnik i Tomasz Lis. Na spotkaniu z marszałkiem Senatu brylowała Renata Kim z Newsweeka (wcześniej niemieckiego Dziennika), która ostentacyjnie postawiła swoje żądania i wyszła z sali.
Także „przypadkowa” awaria nadawania telewizji publicznej przed orędziem premier Beaty Szydło, „spontaniczne” wiece, na których rozdaje się z samochodu wuwuzele, unijne flagi i wydrukowane plakaty, postawienie, resortowych adwokatów w stan gotowości, daje jasno zrozumienia, że dziennikarze i politycy są jednym i tym samym zblatowanym towarzystwem.
Skandaliczne jest posuwanie się do skrajności i nawoływanie do przelewu krwi. To już niemal demoniczne. Na szczęście frekwencja na spędach opozycji dogorywa. KOD poszedł w stronę nienawiści i agresji, tak samo jak kiedyś Ruch Palikota. Wszystko więc wskazuje na to, że spotka ich podobny los. Mimo sympatii, pomocy i dyspozycyjności wszystkich „niezależnych” dziennikarzy.
Tomasz Teluk
