Obecny rząd próbuje wyrównać szanse konkurencji między dyskryminowanymi dotąd rodzimymi małymi i średnimi firmami, a działającymi na preferencyjnych warunkach międzynarodowymi korporacjami.

 

Przez lata mieliśmy do czynienia z niespotykanym chyba nigdzie indziej poziomem gospodarczej patologii. Firmy zagraniczne mogły lokować swoje inwestycje w specjalnych strefach, w których nie dość, że czekały na nich wieloletnie zwolnienia podatkowe, to jeszcze samorządy inwestowały krocie w infrastrukturę, a niekiedy dawały dodatkowe dotacje na rozpoczęcie działalności w naszym kraju.

Wszystko było motywowane tworzeniem nowych miejsc pracy. W efekcie jedno nowe miejsce pracy kosztowało polskiego podatnika tyle, co kilka innych miejsc stworzonych bez dotacji. Potem okazywało się, że nie jest tej pracy tyle, co oczekiwano, a zatrudniani pracownicy harują za najniższą krajową, albo są na śmieciówkach, leasingowani przez agencje pracy tymczasowej.

Z drugiej strony mieliśmy rzeszę małych i średnich firm, tworzących 3/4 dochodu narodowego, o których nikt się nie upominał. Przepraszam, upominały się wszelkiego rodzaju instytucje kontrolne. Przedsiębiorcy zamiast prowadzić działalność borykali się z nalotami zusów, skarbówek, sanepidów, celników, inspekcji pracy i Bóg wie czego jeszcze.

Teraz rząd próbuje ową sytuację zmienić, inna sprawa, że nieudolnie. W przypadku podatków bankowych i supermarketowych chodzi oczywiście o to, aby inwestorzy w końcu też zaczęli uczestniczyć w kosztach transformacji, a nie tylko u nas zarabiać, a opodatkowywać się tam, gdzie jest to bardziej korzystne.

Dlatego wcale nie chodzi o mityczny wolny rynek. Bruksela, domagając się zawieszenia nowych podatków, nie broni przedsiębiorczości. Chodzi o zwyczajny lobbing. Zagraniczne sieci i banki wynajęły rzeszę lobbystów, którzy przedłożyli w Brukseli stosowne propozycje i dokumenty, które wpłynęły na ekspresową decyzję Komisji Europejskiej wobec Polski.

W tej potyczce wygra więc ten, który skuteczniej będzie powoływał się na rynkowe analizy i europejskie regulacje. Nie chodzi wcale o zagrożenie dla wolnej konkurencji w naszym kraju, bo przez ćwierć wieku, nie była ona wolna i preferowała tych, którzy są więksi i mają więcej kasy. Chodzi o to, aby zachodnie korporacje cieszyły się takimi przywilejami, jak przez ostatnie 25 lat.

Jeśli rząd chce pomóc polskim firmom, niech obniży podatki, koszty pracy i pozwoli działać na takich samych warunkach jak gigantom. Niech cała Polska będzie jedną wielką specjalną strefą ekonomiczną. Wówczas inwestorzy będą walili do kraju drzwiami i oknami. Nie trzeba będzie się też uganiać po sądach, z tymi, którzy przez lata funkcjonowali na preferencyjnych warunkach, a dziś udają pokrzywdzonych.

Tomasz Teluk